We wrześniu po raz kolejny zawitaliśmy na Ziemię Sandomierską. Celem naszej wizyty były badania powierzchniowe w jednej miejscowości, na terenach przyległych do średniowiecznego grodu. Na poszukiwania uzyskaliśmy odpowiednie zgody, w tym decyzję Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Zatem pozostało skupić się jedynie na przeprowadzeniu akcji.

Ze względu na charakterystykę miejsca poszukiwania wymagały nadzoru archeologicznego. Poprosiliśmy o pomoc Panią Archeolog Monikę Bajkę – pracownika Muzeum Okręgowego w Sandomierzu o uczestniczenie w badaniach. Jak zawsze, Pani Monika zgodziła się i wspólnie ustaliliśmy dogodny termin poszukiwań. Postanowiliśmy przyjechać na Sandomierszczyznę na cały weekend i przy okazji akcji przeprowadzić także Walne Zebranie stowarzyszenia podsumowujące rok 2014 (o WZ niedługo w innym artykule).

Początek weekendowego maratonu ustaliliśmy na piątek, na godzinę 10:00. Wszyscy zjawili się punktualnie i po krótkiej odprawie ruszyliśmy na miejsce działań. Droga wiodła przez wąwóz wznoszący się nieprzerwanie ku górze, więc nieocenione okazały się samochody terenowe. Zwykle „zbyt ambitnie” wyglądające na równinach Lubelszczyzny czy Wielkopolski, tu – niezbędne, dzielnie zawiozły nas do celu. Po zaparkowaniu zabraliśmy sprzęt i ruszyliśmy w teren. Metr po metrze przeszukiwaliśmy obszar akcji, ale oprócz znalezisk z II Wojny Światowej na nic ciekawego nie udawało się trafić. 

Duch w Sakwie jest jednak niezłomny, o czym przekonaliśmy się już niejednokrotnie, więc o zniechęceniu dotychczasowymi efektami nie było mowy. Dzielnie brnęliśmy do przodu.  W końcu zastało nas „południe poszukiwacza”, a to oznacza, że baterie tak w wykrywaczach, jak i w nas, zaczęły się wyczerpywać. Nad podtrzymywaniem energii w Stowarzyszeniu czuwa zwykle nasz kolega Przemek, który wozi ze sobą magiczny kociołek. W kociołku tym razem przywiózł przepyszny kapuśniak, na samą myśl o którym nasze ślinianki stały się nadpobudliwe. Nie było rady… Zrobiliśmy sobie przerwę na kapuśniak i herbatę, a przy tej okazji ustaliliśmy dalszy kierunek poszukiwań. 

W międzyczasie odwiedził nas właściciel pola, na które zamierzaliśmy niebawem wyruszyć. Opowiedział nam o „tłumach” osób z wykrywaczami, które  na tych terenach pojawiały się jeszcze kilka lat temu. Po usłyszeniu o tym zrozumieliśmy panującą dookoła „pustynię”, która nie rozpieszczała nas artefaktami. Mimo wszystko postanowiliśmy nadal nie składać sprzętu i przebadać ostatnie pole, które zostało na liście naszego pozwolenia od WKZ. 

Pierwsze minuty na nowym gruncie potwierdziły nasze przypuszczenia – znowu II WŚ.  Jednak w połowie pola wykrywacz jednego z naszych kolegów, Mariusza, zaczął dziwnie się wzbudzać. Mariusz postanowił odkopać delikatnie przedmiot powodujący ten sygnał i ostrożnie usuwając ziemię dokopał się do białej smugi doskonale widocznej wśród czarnoziemu. Tylko dzięki doświadczeniu z poprzednich akcji, podczas których współpracowaliśmy z archeologami nie rozkopał miejsca dalej, ponieważ przypuszczał, że może to być obiekt archeologiczny. Na miejscu pojawiła się szybko p. Monika Bajka i dopiero pod okiem Pani Archeolog ostrożnie zaczęliśmy dopracowywać wykop. Dosyć szybko pojawiły się pierwsze znaleziska świadczące o zabytkowym charakterze odkrycia, w tym bardzo duża ilość krzemienia ułożona na dokładnie dopasowanych do siebie kamieniach! Pierwsze ustalenia prowadziły w kierunku Krzemienicy – stanowiska z okresu Neolitycznego! Tego jeszcze nie było! Za pomocą wykrywaczy metalu trafiliśmy na Neolit! Skąd zatem w ogóle sygnał metalu wśród krzemieni? Na razie musiało to zostać tajemnicą do przyszłego rozwikłania… Ustaliliśmy na miejscu, że w niedalekiej przyszłości miejsce to poddane zostanie regularnym badaniom archeologicznym, przy których zadeklarowaliśmy pomoc, a tym czasem… zakończyliśmy naszą pracę i powoli udaliśmy się do samochodów.

Udając się w pobliże średniowiecznego grodu, nie odnaleźliśmy zabytków świadczących o średniowieczu, ale stanowisko neolityczne jest również wielkim sukcesem, które może zadziwić badaczy. Świadczy o tym choćby mnogość materiału krzemiennego, w tym fragmenty narzędzi. Poza tym, przez przypadek, odkryliśmy rzecz zupełnie dla nas nową. 

Dziękujemy Pani Monice Bajce za nadzór i optymizm, którym zawsze dzieli się z nami tak chętnie, jak swoją rozległą wiedzą. Dziękujemy Członkom Stowarzyszenia za stalowe morale i serce włożone w poszukiwania. Z relacją czekaliśmy dość długo. Było to podyktowane koniecznością przeprowadzenia badań opisywanego stanowiska w sposób profesjonalny, a to oznacza zapewnienie, że informacja o nim nie będzie publikowana zbyt wcześnie. Mimo, że nie podajemy w relacjach nazw miejscowości, pragniemy zabezpieczyć miejsca badań przed nieproszonymi gośćmi w najlepszy sposób. Dziś możemy już powiedzieć, że kontynuacja badań została przeprowadzona, a o ich efektach niedługo napiszemy na naszej stronie.

/Prospektor/