Wracając z wrześniowej akcji, postanowiliśmy po drodze wstąpić do wytypowanej wcześniej miejscowości i spróbować pozyskać zgody na nowe tereny. Nasz nieoceniony Kolega, czy to dzięki osobistemu urokowi, czy opanowanej do perfekcji trudnej sztuce negocjacji, w szybkim tempie uzyskał zgodę na dwa duże pola. Teraz pozostało skompletować dokumentację, zapytać naszegoArcheologa o możliwości czasowe (zgranie wolnych terminów obu stron) i wysłać do WUOZ wniosek o zgodę na prowadzenie poszukiwań. Nie był to nasz pierwszy wniosek, ani pierwsza akcja na terenie podgalającym pod ów WUOZ, dlatego też liczyliśmy na pozytywne rozpatrzenie prośby. Tak też się stało. Muszę przyznać, że Lubelski WUOZ jest niezwykle życzliwym i otwartym, aż chciałoby się, żeby wszystkie WUOZ były właśnie takie… Po kilkunastu dniach otrzymaliśmy zgodę na prowadzenie poszukiwań. Teraz mogliśmy zacząć planowanie terminu akcji w terenie. Wybór padł na pierwszą sobotę i niedzielę listopada.

Końcówka miesiąca października w pogodzie przyniosła opady śniegu. W Warszawie spadło go tak dużo, że mimo iż w kolejnych dniach panowała dodatnia temperatura, to śniegu wcale nie zaczęło ubywać. Akcja stanęła pod znakiem zapytania. Telefon na Podlasie trochę nas uspokoił. Na polach leży śnieg, ale jest go niewiele. Umówiliśmy się na telefon 2 listopada. Jeśli prognozy pogody się sprawdzą, to wyjazd dojdzie do skutku. W piętek 2 listopada okazało się, że aura jest dla nas łaskawa, a więc jedziemy.

W sobotę wstaję o 5.30 i to jest jedyny minus naszych akcji; potem są już same plusy. Po drodze, z Dworca Zachodniego zabieram Kolegę, a następnie jeszcze dwóch. Ciężko nam się zapakować, wszak samochód jest mały, a sprzętu mamy wiele. Jakoś się mieścimy i jedziemy. Przed nami tylko 150km, ale pamiętamy, że autostrady wciąż nie pokrywają naszej polskiej ziemi gęstą siatką, a poza tym Akcja Znicz trwa w najlepsze. Po dwóch godzinach jesteśmy na miejscu. Przebieramy się, oddychamy swojskim powietrzem, akurat na pola wywozili obornik, i ruszamy na spotkanie z historią.

pole1

Piękny widok po długiej drodze.

Wykrywacze co chwilę namierzają jakieś obiekty. Widzę to po pochylających się kolegach i dokonujących oględzin znalezisk. Dla mnie pole też jest dość łaskawe. Wychodzą dwie duże monety, w tym mój ulubiony nominał – 5 kopiejek. Piękna moneta, pokryta ciemnozieloną patyną; moneta o słusznej wadze.

5kopiejek

5 kopiejek ( Ceram )

Pojawiają się też guziki i oczywiście wszechobecne boratynki. Jest pięknie, nie tylko pod względem znalezisk. Momentami świeci słońce. Dokuczliwy jest tylko wiatr, zastanawiam się, czy tu zawsze tak wiało. Może to on wywiał stąd przed wiekami mieszkańców. To tłumaczyłoby brak różnorodności dziejowej obiektów. Cierpliwość popłaca. Na drugim polu „wychodzą” ciekawsze znaleziska.

pole3

Trzeba było zabrać kosiarkę.

Rayan znajduje fibulę, Wilk przecudnej urody krzyż, zaś Scorp monetę z brązu z wizerunkiem władcy, który wskazuje, że nie jest to znalezisko z czasów nowożytnych. Identyfikację monety zostawiamy na później. Artefakty te są dla nas miłym zaskoczeniem, dla naszego Archeologa zaś cennym znaleziskiem.

fibula

Rzymska fibula ( Rayan )

rzym

Rzymska moneta ( Scorp )

krzye

Krzyże ( Wilk )

Dochodzi godzina 15. Czas się zbierać do hotelu. Trochę nas przewiało, a poza tym robi się szarówka. Czas wyruszyć na zasłużony odpoczynek

pokoj

Miło i przyjemnie;)

W hotelu, bardzo wygodnym, przede wszystkim czystym i ciepłym, zjadamy obiad, a następnie dokonujemy oględzin znalezionych przez nas rzeczy. Najwięcej jest oczywiście boratynek. Szczególną uwagę przykuwa moneta z brązu. Jak się okazuje, jest to as – moneta wybita w 230 roku po Chrystusie w Rzymie. Na awersie widnieje portret Aleksandra Sewera władającego Imperium Rzymskim w latach 222-235. Bardzo cieszy nas to znalezisko, choć stan zachowania monety nie jest najlepszy.

monety

Zbiorówka z pól.

Następnego dnia, po śniadaniu, udajemy się ponownie na miejsce naszej akcji. Pogoda jest znacznie lepsza, świeci słońce i jest dużo cieplej.

pole2

Po wejściu na pole woła nas jego właścicielka. Ma prośbę. Wczoraj jej mąż w czasie orki zgubił telefon, gdyby udało nam się go odnaleźć, byłaby bardzo wdzięczna. Przy czym nie chodzi jej o sam telefon, ale o kartę. Rozpoczynamy poszukiwania śladów historii tej dawnej i tej z dnia wczorajszego, bo to już też historia. Ku radości właścicielki pola, telefon udaje się odnaleźć. Znalazcą jest Rayan. Telefon, choć przejechany przez traktor, skutkiem czego pozbawiony klawiatury, pod ziemią wciąż świecił (wnioskuję stąd, bo po wydobyciu na powierzchnię ziemi świecił także).

Poza telefonem znajdujemy jeszcze parę drobiazgów, w tym klamrę od pasa wojskowego oraz drobne monety. Niestety czas biegnie nieubłaganie. Pora się zbierać, bowiem czeka nas droga do Warszawy, a spodziewamy się sporych korków. Żegnamy się z naszym Archeologiem i mamy nadzieję, że już za parę miesięcy ponownie spotkamy się w terenie.

Zdjęcia pozostałych znalezisk.

z

Zbiorowe ( Rayan )

z1

Trochę sztuki ( Ceram )

z3

Klamra Austro-Węgry ( Ceram )

z4

Obrączka zaręczynowa – motyw splecionych dłoni ( Scorp )

z5

Guzik, 6 Krajcarów ( Ceram )

z6

Guzik wojskowy ( Wilk )

/Ceram/