Na „sakwowe” adresy mailowe przychodzi co raz to więcej ciekawych informacji i propozycji współpracy. A to czołg, a to armata, a to helikopter… Nie, no tu już zażartowałem, ale samoloty przewijają się raz po raz w najnowszych doniesieniach z terenu. Wszystkie skwapliwie odnotowujemy, odpowiadamy na każdy e-mail, a najciekawsze staramy się umieścić w grafiku działań. Do takich właśnie bardzo ciekawych informacji należała niewątpliwie przysłana w ostatnich tygodniach notka o możliwym do zlokalizowania w terenie depozycie, zakopanym w przededniu II WŚ, przez Powstańca Wielkopolskiego i uczestnika walk z 1920 r., Stanisława Gralaka. Nie tylko dla gnieźnieńskich rejonów Wielkopolski, ale dla całego Powstania, a co za tym idzie dla początków odradzającej się niepodległości, Pan Stanisław Gralak jest postacią wielką. Dzięki swym czynom rozstrzygnął on na korzyść polską bitwę pod Zdziechową, chroniąc rodaków przed planowanym przez Niemców atakiem i inspirując polskie oddziały do wyprzedzających działań. Podczas „Bitwy Warszawskiej” walczył z bolszewikami pod Wołominem.

Jak poinformował nas w swym e-mailu Artur Wardęcki, historyk, poszukiwacz, członek Zarządu Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego z Gniezna, p. Gralak zakopał na swym polu, w skrzyni, butelki bądź słoje z dokumentami i książeczką wojskową, świadczącymi o jego zasługach i dokumentującymi wydarzenia powstańcze. Oprócz tego, depozyt miał zawierać szablę, mundur i dwie sztuki broni. Usłyszawszy taką wiadomość, nasz kolega Michał (Kiler), ekspert od organizacji akcji poszukiwawczych, podjął od razu działania logistyczne, w wyniku których pod Gnieznem, na polu należącym niegdyś do rodziny bohatera, o którym dopiero co się dowiedzieliśmy, staje doborowa ekipa poszukiwawcza. Gospodarzy reprezentują Karol Soberski, Prezesa Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego i Artur Wardęcki i kilka osób towarzyszących (m.in. p. Aleksandra Soberska, fotoreporterka, współprowadząca portal Piastowska Korona (www.piastowskakorona.pl).  Są też miejscowi poszukiwacze. PTH-T prowadzi szeroko zakrojone działania związane z zachowaniem dziedzictwa historycznego w Powiecie Gnieźnieńskim, stąd obecność kilku osób, w których rękach tkwi znajomy nam sprzęt. Na miejscu akcji stawiają się zaprzyjaźnieni z Sakwą archeolodzy: Radek i Agnieszka z firmy Arch-Tech z Łodzi wraz z Panem Jackiem Adamcem z warszawskiej firmy gpr24.com.pl wspierającym nas georadarem oraz z Wiktorem, poszukiwaczem reprezentującym inne, znane stowarzyszenie eksploracyjne „Grupa Łódź”. Jest to dla nas pierwsza okazja spotkania z tą organizacją w terenie. Przede wszystkim zaś, zjawia się na miejscu poszukiwań kilka osób z rodziny Stanisława Gralaka, w tym córka, Pani Bożena Smokowska, z domu Gralak z Wierzyc (gm. Łubowo) oraz wnukowie: Jacek Gralak z Łodzi i Andrzej Gralak z Gniezna. Z ramienia Sakwy listę obecności podpisuje kilku kolegów z Poznania, Szczecina, Warszawy… jak zawsze można na wszystkich liczyć!

Wczesnym przedpołudniem ustalane są ostatnie detale dotyczące pozwolenia na działania poszukiwawcze i rozpoczynamy wstępny rekonesans. Pani Bożena Smokowska opowiada o swym ojcu, o depozycie jaki został przez niego zdeponowany, a także o czasach w jakich przyszło żyć Panu Stanisławowi. Pierwsza Wojna Światowa, Powstanie, Bitwa Warszawska i II WŚ… Czy z punktu widzenia nas, żyjących w obecnym czasie, można sobie wyobrazić bardziej okrutny okres dziejowy? Z tym większym szacunkiem podchodzimy do misji, jaka czeka nas za moment na niepozornym polu ornym. Pani Bożena opowiada przekaz jaki udało się jej uzyskać od swej siostry, która była przy zakopywaniu skrzyni. Wskazuje nam miejsce, jakie siostra pokazywała jej jeszcze osiem lat temu. W głosie wyczuwamy wzruszenie oraz wielkie nadzieje jakie wiąże z naszą akcją. Nie dziwi to nas. Jakże wspaniałą rzeczą byłoby ponowne spotkanie z przedmiotami osobiście zakopanymi przez ojca. Zaznaczamy najbardziej prawdopodobny teren działań i analizujemy każde posłyszane słowo. Wnukowie Pana Stanisława sugerują tez inne miejsca, a także poddają w wątpliwość obecny przebieg drogi. Weźmiemy to również pod uwagę w kolejnych krokach poszukiwań. Na pierwszy ogień ruszają wszyscy operujący drobniejszym sprzętem, a więc detektorami pozwalającymi na wydobycie z ziemi większości drobnych przedmiotów metalowych. Wykopane przedmioty trafiają do specjalnie przygotowanej torby. Wkrótce zapełnia się ona drutami, puszkami, podkowami… Oczyszczenie to ma na celu nie bezpośrednie namierzenie depozytu, ale uwolnienie terenu z przedmiotów, które mogłyby zaburzyć wyniki badań prowadzonych kolejnym rodzajem urządzeń. Kolejna w bój rusza rama, czyli tak jakby wykrywacz, ale z wielką cewką indukcyjną w postaci kwadratowej ramy, niesionej przez dwie osoby. Na przemian zmieniamy się w noszeniu urządzenia i kopaniu w miejscach poszczególnych wskazań. Rama to piszczy to lekko mruczy informując nas o różnych metalowych znaleziskach. Miejsca podejrzane zaznaczamy szpilkami z przytroczonymi do nich kawałkami biało-czerwonej taśmy. Koledzy sprawdzający te sygnały cierpliwie wykopują dołek za dołkiem i ponownie wyjmują z ziemi przeróżne drobne metalowe przedmioty. Niestety, skrzyni ni widu, ni słychu!

Pan Jacek Adamiec rozpoczął w tym samym czasie badania georadarem. Tak jak my z ramą, tak i on, mozolnie przeciągał swój sprzęt, raz za razem, linia koło linii, skanując to co zalega pod ziemią. Georadar pozwala na zlokalizowanie wszelkich zmian w strukturze gleby (głazy, przestwory puste, drewno, metale). na polu ornym pokazuje generalnie niezaburzoną strukturę głębszych warstw. W razie natknięcia się na skrzynię, albo tylko miejsce po jej wykopaniu, sprzęt ten pokazałby zaburzenia w glebach warstwach. Ale niestety i georadar nie daje pozytywnego wyniku, aczkolwiek badania tego typu prowadzone są tu wyrywkowo, w najbardziej prawdopodobnych miejscach. Zeskanowanie georadarem całego pola, na którym stoimy, byłoby fizyczną niemożliwością. Co innego rama, którą nosząc, obeszliśmy większość powierzchni „podejrzanej” o zakopanie depozytu. Ale i rama ma swe mankamenty. Sygnały biegnące z dużej głębokości, nawet przy dużym rozmiarze zakopanego przedmiotu, są słabo wyczuwalne. Mogą być zatem pominięte przy zbyt szybkim przejściu przez badany teren. Po kilku godzinach, Pan Jacek wyciąga zatem najgrubszą „armatę” – urządzenie elektrooporowe, które pozwala namierzyć przedmiot wykonany z konkretnego metalu w promieniu wielu metrów od ustawianego na ziemi nadajnika. Osoby nie znające zasad funkcjonowania tej „maszyny” patrzą na chodzącego po polu Pana Jacka z lekkim niedowierzaniem, ponieważ do badań używa on metalowych anten trzymanych w obu rekach i kojarzy się – także i mnie – z różdżkami. Czary? – pytają z niedowierzaniem obserwatorzy.

W międzyczasie, w wozie-bazie, którym przyjechali archeolodzy, trwa narada dotycząca przebiegu drogi. Jest to istotne, ponieważ wskazanie Pani Bożeny, córki p. Gralaka, dotyczyło obszaru położonego przy drodze. Mapy z lat 60., a także – i przede wszystkim – z lat 40., na których jak można mniemać droga przebiegała tak, jak podczas zakopywania depozytu (1939 r.), pokazują zupełnie inną kreskę. To znaczy, że obecna droga płynnie zmieniała swój bieg. Nie jest ona bowiem drogą utwardzoną, stanowi po prostu przejazd po działce rolnej, toteż z roku na rok mogła i zapewne stopniowo zmieniała swój szlak. W związku z tym, wytyczamy szpilkami linię, wzdłuż której najprawdopodobniej przebiegała jedna z poprzednich dróg i przesuwamy się z ramą w nowe miejsca. Tymczasem na polu zapanowało lekkie ożywienie, ponieważ jeden z poszukiwaczy wykopał blaszkę, na której wybito inicjał imienia i nazwisko naszego bohatera. Napis na znalezisku brzmi: „St. Gralak, Olekszyn, Pow. Gniezno”. Blaszka złamana jest na dwie części, na szczęście obie udało się znaleźć. Czy to blaszka z zakopanej skrzyni? Osobiście wątpię? Czy ktoś, kto zakopywał tuż przed nazistowskim zagrożeniem, dokumenty i przedmioty świadczące o swej patriotycznej działalności, przybijałby na skrzyni swe dane? Z drugiej strony, wewnątrz były dokumenty, z których i tak wynikała zarówno tożsamość, jak i czyny danej osoby. Może zatem Pan Stanisław oznaczył skrzynię, by w przypadku jej znalezienia przez postronną osobę odzyskać swój „skarb”. A może, nauczony okrucieństwami i historycznymi zawirowaniami, już wtedy przewidział, że nigdy sam już tej skrzyni nie otworzy? Że warto zaznaczyć, kto zachował dla kolejnych pokoleń tak ważne dla polskości świadectwa? Może tak? A może nie? Może to po prostu blaszka z zupełnie innej skrzyni narzędziowej lub podróżnej, a może od pęku kluczy? Słowo „może” pojawia się tu wiele razy, w różnych konfiguracjach. Pamiętać należy, że pole należało do p. Stanisława i taki przedmiot mógł być zgubiony również wcześniej, np. podczas prac polowych. Być może… Na tym z jednej strony polega piękno historycznej eksploracji, ale z drugiej uświadamia poszukującym, że wiele jest możliwych dróg, a tylko jedna jest tą właściwą.

Podczas przebiegu akcji odwiedzają nas kolejne osoby. Obok Starosty Gnieźnieńskiego, Pana Dariusza Pilaka, swoje ślady na polu odcisnął także  wójt gminy Kiszkowo, Pan Tadeusz Bąkowski. Obaj wspierają w poszukiwaniach organizatorów, a wszystkim działającym podczas prac oferują pokrzepienie. Wójt Kiszkowa zorganizował dla wszystkich ciastka i termosy z gorącymi napojami. To była bardzo miła niespodzianka, kiedy podczas działań, na środek pola wjechał samochód, a jego kierowca krzyknął: „Przerwa w pracy! Pączki!”. Szczerze powiedziawszy, przez sześć lat działań poszukiwawczych przytrafiło nam się to po raz pierwszy! Dziękujemy zatem bardzo w imieniu wszystkich pożeraczy pączków! Starosta, Pan Pilak, był natomiast razem z p. Karolem Soberskim z PTH-T współfinansującym obiad, na który zostaliśmy zaproszeni na zakończenie działań. Dziękujemy gorąco! Ponadto, spotykamy na polu wiele interesujących osób. M.in. rozmawiamy z Panem Olgierdem Jurkiem – właścicielem pola – i kilkoma miejscowymi osobami . Takie rozmowy są bardzo cenne. Kto jak nie właściciel pola ma wiedzieć o nim najwięcej? Panowie pomagają nam w ustaleniu jak dawniej przebiegała droga. Oczywiście, nie rozmawiamy o drodze z lat 40., ale o jednym z jej poprzednich przebiegów. Pan Andrzej Szprywa, dyrektor Szkoły Podstawowej w Łagiewnikach Kościelnych, historyk i twórca Izby Tradycji i Pamięci Gminy Kiszkowo, działającej w szkole także znajduje czas na wizytę na polu objętym poszukiwaniem. Z zainteresowaniem obserwuje nasze działania. Bardzo cieszy nas to, że tyle osób wciąż interesuje się historią, która dla wielu odeszła już w przeszłość. Dla nas wciąż jest ona żywa i bezcenna. Czym byłaby dla kolejnych pokoleń i kim one by były, gdyby nie tacy ludzie jak Stanisław Gralak???

Blaszka z nazwiskiem bohatera jest niestety naszym jedynym znaleziskiem. Nasze głowy są jednak przepełnione różnymi wnioskami, nowymi doświadczeniami i spostrzeżeniami. Po pierwsze wiemy, że pole musi zostać zbadane po raz kolejny. W badaniach musimy użyć lepszej ramy lub innego sprzętu, który bez wątpliwości wskaże lub wykluczy istnienie depozytu. Po drugie, badaniem objąć musimy szerszy obszar, biorąc pod uwagę mnogość wersji przebiegu drogi, obok której dokonano zakopania skrzyni. Ponadto, bierzemy oczywiście pod uwagę scenariusz, w którym depozyt został już wcześniej wykonany. Takie zdanie ma m.in. P. Jacek, operator georadaru i sprzętu elektrooporowego, który twierdzi, że jeśli w skrzyni była broń i szabla (z okuciami z metali kolorowych), nie ma możliwości by takie przedmioty nie zostały wskazane przez urządzenia, jakie były użyte podczas akcji. Wierzymy jednak, że badania warto powtórzyć nim ostatecznie stwierdzi się, że depozytu w tym miejscu nie ma. Zbyt cenne dla polskiej historii znajdowały się w nim przedmioty, by szansę tą skreślić już na tym etapie. Kolejna uwaga to konieczność dalszego zgłębiania tematu na skalę lokalną. Być może żyją jeszcze inne osoby, które wiedzą cokolwiek o tym depozycie (osoby, którym p. Stanisław zostawił wskazówki i informacje, osoby z pobliskiej wsi, które może wiedzą coś o wykopaniu depozytu???) i w związku z podjętymi poszukiwaniami byłyby skłonne udzielić nam informacji. Liczymy się z tym, że wykopany kiedyś depozyt mógł niestety dostarczyć eksponatów do czyichś prywatnych kolekcji. Tak mogło stać się z szablą lub bronią palną. Jednak jeśli chodzi o dokumenty… Pozostaje nam apelować do wszystkich o informacje i ujawnienie faktów związanych z ich losem. Tymczasem jednak, nie składamy broni lecz szykujemy się do drugiej odsłony poszukiwań. Być może jeszcze tej jesieni.

Na zakończenie, korowód samochodów organizatorów, poszukiwaczy, archeologów zajechał pod restaurację „Popularną” w Kłecku, gdzie zostaliśmy ugoszczeni wspomnianym obiadem. Nad talerzami zapadła cisza. Dopiero tu zdaliśmy sobie sprawę ze zmęczenia po całodziennej pracy. Wkrótce jednak rozbrzmiały rozmowy na temat tego, co się wydarzyło. Wnioski, pomysły, idee… Myślę, że przekujemy je wkrótce w nowe działanie.

Dziękujemy wszystkim osobom, które organizowały, pomagały, pracowały i wspierały nas podczas badań. Panom Karolowi Soberskiemu i Arturowi Wardęckiemu, którzy w imieniu Piastowskiego Towarzystwa Historyczno-Turystycznego z Gniezna i portalu PiastowskaKorona.pl zaprosili nas i naszych partnerów składamy szczególne podziękowania za obdarzenie nas zaufaniem i zorganizowanie całej akcji. Wierzymy, że to początek bardzo wartościowej współpracy, co do której deklarujemy gotowość. Archeologom z firmy Arch-Tech dziękujemy za oddanie nam swego doświadczenia, pracy, wspieranie metodyczne i pełną gotowość, którą w tym roku nadwerężaliśmy intensywnie (no i – nie ma co tu kryć – będziemy nadwerężać). Wszystkim poszukiwaczom współpracującym z PTH-T oraz Wiktorowi z „Grupy Łódż” dziękujemy za wkład pracy i za możliwość poznania wzajemnego w terenie. Wójtowi Gminy Kiszkowo za zabezpieczenie wsparcia gastronomicznego na „polu walki”, a Staroście Gnieźnieńskiemu (i ponownie p. Karolowi Soberskiemu i całemu Towarzystwu) za pyszny poczęstunek na koniec dnia. Kolegom z Sakwy, jak zwykle na końcu, ale z pełnym przekonaniem i chyląc czoła, za przybycie, pracę, przemyślenia i atmosferę, która pozwala nam robić rzeczy wielkie – olbrzymie dziękuję!

Do zobaczenia podczas drugiej odsłony poszukiwań!

Artykuł Piastowskiej Korony dotyczący akcji:

www.piastowskakorona.pl/news.php?readmore=797

Wiadomość dotycząca poszukiwań w Radiu Gniezno:

 

/Uri/