Zakończyliśmy kolejną, tym razem pięciodniową, sesję poszukiwawczą w Kargowej. Osobom nie znającym historii Akcji prowadzonej w podziemiach ratusza, polecamy przeczytanie artykułów opisujących poprzednie poszukiwania, ponieważ poniższy tekst będzie nawiązywał w dużym stopniu do efektów dotychczasowych działań. Przypomnę jedynie, że poprzednim razem badania zatrzymane zostały na kolejnej warstwie ziemi i osadów zalegających na dnie odkrytej piwnicy, a konkretnie – na dnie odkrywki prowadzonej w jednym z jej narożników. Tym razem prace ruszyły już od wtorku, tj. 5. sierpnia. Do Kargowej przyjechali wtedy opiekujący się naszą Akcją pod kątem metodycznym archeolodzy z firmy Arch-Tech z Łodzi – Radek i Agnieszka oraz nasz kolega Michał (Kiler), który od początku dowodzi wszelkim ustaleniom dotyczącym poszukiwań w ratuszu. Mimo apelu o wsparcie i dodatkowe ręce do pracy, tydzień ten nie sprzyjał pozostałym członkom Sakwy, którzy nie mogli dojechać tak wcześnie z powodów zawodowych. Przez dwa dni (wtorek / środę) prace polegały na wydobyciu z piwnicy przy pomocy wiader kolejnej przyczepy ziemi stanowiącej nawarstwienia dna odkrytego pomieszczenia. Ostatnie odkrywane warstwy ponownie obdarzyły nas mnogością fragmentów glinianych i szklanych naczyń, kośćmi oraz pojedynczymi monetami.

Przedmioty metalowe nie stanowiły licznej grupy pośród pozyskanych artefaktów. Mała ozdoba (lub haftka) oraz kilka monet z II poł. XVIII w. to cały katalog tych znalezisk. Na szczęście brak ten zrekompensowały w dwójnasób fragmenty naczyń, nierzadko duże i już na pierwszy rzut oka pasujące do siebie.

Naszą bazą noclegową, gdzie uczestnicy Akcji mogli się zregenerować po ciężkiej pracy oraz przespać była tym razem leśniczówka w m. Liny, oddalona tylko kilka kilometrów na północ od Kargowej. Tam właśnie dojechałem w środę pod wieczór razem z Wojtkiem (Rechotem), jego synem Marcinem i dwoma kolegami Marcina. Wszyscy oni zadeklarowali pomoc przy odgruzowaniu podziemi. Oprócz piwnicy, w której prace zmierzały do końca, w planach było bowiem rozpoczęcie prac poszukiwawczych w kolejnym miejscu. Bramę do leśniczówki otworzył nam Kiler, który dla ułatwienia zlokalizowania bazy umiejscowił magnetyczną naklejkę z logo Sakwy na drogowskazie stojącym przed budynkiem. Wieczór zszedł nam na opowiadaniu i rozmowach o postępie Akcji i o możliwych dalszych scenariuszach poszukiwań, oczywiście przy wieczornym grillu.

Pobudka po nocy w leśniczówce, w zdrowym środowisku, ze świeżym powietrzem za otwartym oknem, nie jest trudna. Mimo krótkiej nocy czułem się doskonale wyspany. Na szczęście nikt w pokoju nie chrapał po wczorajszym wysiłku. Śniadanie organizujemy indywidualnie. Ktoś robi sobie chiński kubek, ktoś spożywa kefir… Menu jest szerokie. Pora zbierać się do Kargowej…

Dla mnie, osoby która straciła pierwsze dwa dni Akcji, ciekawe jest wszystko, co zostało pozyskane i zrobione… Oglądam zatem „skorupy”, kości, a przede wszystkim wnętrze odkopanej piwnicy, która w porównaniu do poprzedniej sesji jest zdecydowanie wyższa. Poprzednim razem pracowaliśmy siedząc. Teraz można już w niej stanąć. We wnętrzu pracuje już Agnieszka – rysuje przekrój warstw, jakie na razie zachowano w samym wejściu do piwnicy. Oglądam zatem wszystkie zgromadzone artefakty, a w szczególności patelnię glinianą, o której wiedziałem już dzięki zdjęciom zamieszczonym na naszym forum poprzedniego dnia. Nie jest to rzadkie naczynie, ale niezwykłość jej polega na tym, że udało się ją wykopać w całości! Mówię tu o tym naczyniu, którego dno i nóżki widzieliśmy w dnie wykopu poprzednim razem. Kilka dni wcześniej widziałem bardzo podobną patelnię w Muzeum w Pyzdrach (woj. wielkopolskie), lecz tamten egzemplarz nie był kompletny, posiadał szereg współczesnych uzupełnień. „Nasza” patelnia jest cudowna, posiada co prawda pęknięcia wymagające szybkiej konserwacji, ale to już drobiazg. Patelnia doczekała się zatem kilku fotografii, jak prawdziwa gwiazda.

Zaczynamy właściwą pracę. Zanim jednak ruszamy do dalszego „wydobycia” ziemi z planowanych miejsc, Rechot zauważa wolne przestrzenie pod podłogą, patrząc od strony włazu w bok, więc przez kwadrans próbuje dokopać się do tej szczeliny. Okazuje się, że na końcu znajduje mur z cegieł. Nie jest to jednak stara konstrukcja. Wpuszczenie kamery i odczyt zapisu zarejestrowanego przez nią, upewnia nas, że nie tędy droga. Murowana ścianka pochodzi najprawdopodobniej z najnowszych czasów, gdy układano drewnianą podłogę w biurze. Cegły zabezpieczają grzewczą rurę biegnącą wzdłuż ściany.

Tymczasem połowa pomieszczenia biurowego, w którym pracujemy już została uporządkowana, a Kiler zaczął wycinać deski podłogowe w miejscu, w którym wytyczony został obszar nowego wykopu badawczego. Były to pierwsze deski na pow. około 2 m kwadratowych, wzdłuż ściany z sąsiednim pomieszczeniem. Kibicował mu Pan Julian, nasz świadek, pomocnik i dobra dusza Akcji. Zresztą to on wsparł nas tego dnia piłą łańcuchową, dzięki której Michał miał się w kilka minut dostać pod podłogę. Zdjęcie desek ujawniło od razu istniejącą pod podłogą konstrukcję kolejnego muru z cegieł.

Podzielenie się na dwie ekipy pracujące równocześnie dało dobry efekt. Wkrótce zakończyły się podstawowe prace w piwnicy, a na jej dnie zajaśniał żółty piasek. Warto było zatem zejść tam ponownie i udokumentować ten stan. Ostatnia fotografia (poniżej) ukazuje ilość ziemi wydobytej z tej niewielkiej przestrzeni.

W dalszej kolejności odsłoniliśmy podłogę na połowie powierzchni biura i rozpoczęły się dalsze prace ziemne. Kiler, w towarzystwie archeologa Radka, wybrali się natomiast do pomieszczenia Kasy, skąd dokonali próbnego odwiertu przez podłogę, w poszukiwaniu piwnicy, o której relacjonował Pan Julian Nowicki. Miejsce to nadawało się na wiercenie, ponieważ podłoga pod płytkami jest tam wciąż drewniana, zatem zdjęcie płytki, wykonanie otworu i ponowne przyklejenie płytki w to samo miejsce nie stanowiło trudności. Odwiert wykonano z zaskakującą łatwością, ale wprowadzona w to miejsce kamera ponownie wykazała zagruzowane przestrzenie. Płytka podłogowa wróciła zatem na swoje miejsce. Z ziemi w wykopie pod podłogą udało się natomiast wyciągnąć rączkę od kolejnej patelni glinianej – o tyle ciekawą, że jej końcówka wydaje się być zamknięta, co nie jest spotykane. Zwykle te rączki stanowiły puste, gliniane rurki.

W piwnicy, archeolodzy dokonali jeszcze testowych wkopów 30 x 30 cm w narożnikach, w celu ustalenia na czym oparte są ściany. Okazało się, że cała piwnica oparta jest na… piachu. Pod dolnym rzędem cegieł nie ma więcej nic! Piach natomiast robi wrażenie. A świadomość, że jego pasiaste warstwy widoczne na przekroju są dziełem lodowca sprawiała dziwne wrażenie… Okres lodowcowy 30 cm pod XVIII wiekiem… Na korytarzu ratusza zaś kolejne odkrycie… Przez ostatnie tygodnie zastanawialiśmy się między innymi gdzie kończyły się schody z piwnic istniejących na froncie ratusza, a ukazane na rysunkach z lat 60. ubiegłego stulecia jako zamurowane. Rysynek pokazywał, że było ich 26. I to było najdziwniejsze. Dlatego, że istniejące w piwnicy do dziś schody znajdujące się w innej części budynku, prowadzą na parter tylko po 11 stopniach! Patrząc na sufit dostrzegliśmy łuk, który nie jest ułożony poziomo, lecz pod dużym skosem. A więc to tak! To jest fragment łuku znad skośnie biegnących schodów. Musiały one zatem biec wyżej niż na parter. Być może ponad parterem były to schody drewniane? Na fotografiach poniżej m.in. dwa ujęcia tego łuku.

Pod podłogą biura powstała spora przestrzeń będąca wynikiem ostrego kopania w trudnej masie ziemi, gruzu, cegieł i gliny. Odsłonięta została ściana boczna będąca fundamentem dla dawnej ściany bramy. Niestety, na tym odcinku nie stwierdziliśmy zamurowanego otworu, którym mógł wchodzić kiedyś z bramy do piwnic Pan Julian. Około godziny 18:00 zakończyliśmy pracę, zajęliśmy się porządkowaniem i zabezpieczeniem wykopu. Nasi młodzi wolontariusze zgromadzili się już na ławce, czekając odjazdu do Poznania. Przyczepa pełna ziemi i gruzu pojechała, a w jej miejsce podstawiono kolejną. Pan Julian pojechał zaś do domu swą WSK-ą wyposażoną w wózek z tylnym napędem. Oczywiście również własnej roboty! To były ostatnie akcenty tego dnia, oprócz zasłużonych lodów przed ratuszem. Powrót do leśniczówki był mocno oczekiwany. Tam bowiem czekał na nas prysznic. Wieczorem, razem z Rechotem i młodzieżą wróciliśmy do Poznania, ponieważ zarówno ja, jak i Rechot musieliśmy załatwić kilka rzeczy w urzędach w piątek. Ominął nas zatem drugi grillowy wieczór z dyskusjami…

Piątek przyniósł nowe kierunki i zwroty w akcji. Wykop w pomieszczeniu biurowym został pogłębiony, ale ze względu na niestabilne podłoże, które mogłoby zagrozić ścianie zdecydowano o zaprzestaniu dalszej eksploracji w tym miejscu. Odsłonięte zostały za to mury, które widoczne były pod centralną częścią pokoju. Pod cegłami, w murze ukazały się także kamienie polne. Wykop został wyrównany i zinwentaryzowany.

Po zakończeniu prac w wykopach i ze względu na niemożliwość przeprowadzenia wkopu pod pomieszczenie sąsiednie (za słabo posadowiona ściana działowa i zbyt luźny materiał będący mieszaniną kamieni i ziemi pod pomieszczeniem), Kiler skontaktował się z zaprzyjaźnioną firmą GEO-RADAR z Wrocławia, której właściciel p. Jarosław Majewski podjął szybką decyzję: przyjedzie do Kargowej i wykona badanie całego parteru ratusza za pomocą georadaru! Nie po raz pierwszy przekonaliśmy się, że w środowisku ludzi z pasją – także tych, którzy prowadzą komercyjne działalności – można liczyć na pomoc wielu osób w kluczowych sytuacjach. Wkrótce badanie stało się faktem. Korzystając z nowej możliwości technicznej i udostępnienia nam wszystkich pomieszczeń, przeskanowano wszystkie możliwe podłogi w ratuszu. Właściciel georadaru zaznaczał na bieżąco na mapie parteru wszystkie przejazdy sprzętu. Stwierdził, że w wielu miejscach odczyty nie są czytelne co mogłoby potwierdzać, ze kolejne przestrzenie pod podłogami zawalone są luźnym materiałem – mieszaniną cegieł i ziemi. Ekspert wskazał kilka miejsc, które mogłyby być odczytane jako np. sklepienia łukowe, ale pewność co do tego będzie można mieć dopiero po dokładnym zinterpretowaniu uzyskanych z georadaru wyników.

Efekty naszych prac przedstawilismy p. Bartoszowi Idryjanowi z WKZ, który przybył do Ratusza na krótki rekonesans. W paru słowach przedstawiliśmy mu sytuację. Pan Bartosz z uznaniem spoglądał na szeroki front robót i razem z nami zastanawiał się jakie mogą być kolejne etapy robót.

Wieczorem tego interesującego dnia dojechałem do leśniczówki, tym razem w towarzystwie Marty, koleżanki, która zainteresowała się naszymi działaniami, w tym także kośćmi zwierząt wydobytymi podczas badań. Marta jest bowiem z wykształcenia zootechnikiem, a jej zainteresowania to m.in. obserwacje zwierząt. Mimo późnej godziny dołączyliśmy jeszcze do wieczornych rozmów przy ogniu. Obecność Marty wpłynęła wydatnie na tematykę debaty. Wątki poszukiwawcze mieszały się z obserwacjami nietoperzy i bobrów… Było i ciekawie, i wesoło. Czyli jak zwykle w Sakwie. Aż żal było kończyć taki wieczór. Na szczęście mieliśmy więcej czasu, ponieważ w sobotę nie wybieraliśmy się już do ratusza bardzo wcześnie.

Po pobudce i improwizowanym śniadaniu obejrzeliśmy Izbę Pamięci E. Paukszty znajdującą się na piętrze leśniczówki, w której nocowaliśmy. Obejrzeliśmy także konstrukcję dachu i strych budynku. Potem pożegnaliśmy się z wyjeżdżającymi rano kolegami, robiąc sobie jeszcze razem grupowe, pamiątkowe zdjęcie przed wejściem.

Korzystając z pogody i czasu, wyłożyliśmy przed budynek skrzynki z artefaktami z ratusza i zajęliśmy się ich identyfikacją, czyszczeniem i fotografowaniem. Umyliśmy wszystkie fragmenty naczyń, a Marta identyfikowała zebrane kości. Zagadkowa kość z bocznym wyrostkiem okazała się pazurem koguta! Niektóre kawałki glinianych skorup przypominały nam ewidentnie okruchy z poprzedniej odsłony akcji. Znaczy to, że na pewno uzupełnią układanki, których poprzednim razem podjął się Przemek. Inne kawałki dały się składać teraz, na miejscu. To cieszy. mamy nadzieję, że dzięki temu będą stanowiły ciekawą ekspozycję w przyszłych gablotach muzealnych. Na czyszczeniu wszystkiego spędziliśmy czas do 10:30.

Na godzinę 11:00 umówiliśmy się raz jeszcze w ratuszu. Specjalnie dla nas otworzono ponownie jego podwoje. Mogliśmy raz jeszcze rzucić okiem na kilka rzeczy i spróbować wysnuć jakieś nowe wnioski. Przy okazji chcieliśmy też sprawdzić zabezpieczenie wykopu w biurowym pokoju.

W piwniczce nie mogliśmy już korzystać z oświetlenia ledowego skonstruowanego przez Kilera, ponieważ wyposażenie to zostało przez niego zabrane na kolejną akcję, która ma odbyć się w najbliższych dniach w innej części Polski. Mieliśmy ze sobą tylko czołówkę Rechota, ale to zainspirowało nas do wykonania kilku zdjęć w odkrytej piwniczce, a także do sprawdzenia jak czuli się więźniowie przykuci do ścian, gdy w pomieszczeniu tym nie było w ogóle światła. Usiedliśmy na dnie piwnicy i trzymając ręce przy żelaznych kółkach przykutych do ścian staraliśmy się wyobrazić pozycję więźnia i to, co mógł on odczuwać w tym samym miejscu, wiele lat temu…

Zabezpieczyliśmy ostrzegawczą taśmą i tablicami wykop w pokoju, po czym poprosiliśmy raz jeszcze o klucze od piwnic. Zwiedziliśmy ponownie każdy ich zakątek, zastanawiając się nad zamurowanymi schodami, murowanym kanałem od byłego pieca (zajrzeliśmy do jego środka, jest od góry zamurowany cegłami w sposób chaotyczny, co uwidacznia jedna z poniższych fotografii)…

Gdy opuszczaliśmy ratusz na dobre było 10 minut po południu. Tak informował nas zegar na wieży. Ostatni rejs do leśniczówki. W roli obiadu skonsumowaliśmy resztę zapasu kiełbasek grillowych, tym razem z patelni, z dodatkiem żółtego sera zasmażonego z wierzchu… Gdy teraz o nich piszę, wraca miłe wspomnienie… Na piecu położyliśmy kilka przedmiotów zapomnianych, które leżały na strychu. Obok kamienia-ostrzałki i starego słoiczka po kremie „Femina”, najciekawszymi „znajdkami” była mała szklana butelka i pudełko farbek plakatowych z 1973 roku. Z wierzchu zakurzone, a w środku takie, jak zakupione wczoraj w papierniczym… Nie ma chwili bez odkryć! Nawet przypadkowych. Spakowaliśmy umyte artefakty i umyliśmy kilka ostatnich przedmiotów. Spośród szkła, ciekawymi znaleziskami są kolejne pieczęcie szklane z butelek. Dwie z nich pochodzą z opakowań tego samego producenta (KOLZIG; tak jak butelka oznaczona po poprzednich poszukiwaniach), a na pieczęci trzeciej widnieje napis „Klaus”…

Na tym zakończyła się kolejna część kargowskiej Akcji. Z niecierpliwością będziemy odliczać dni lub tygodnie do kolejnej jej odsłony. Wciąż nie wiemy gdzie jest pomieszczenie, do którego trafił kiedyś Pan Julian, ale wiemy już, że pod ratuszem rzeczywiście były piwnice o charakterze więziennym, co potwierdza jego teorię… Kilka godzin po porannym rozstaniu z naszymi kolegami skontaktował się ze mną Kiler i powiedział, że telefonował do niego operator georadaru. Zadzwonił, by przekazać nam informacje wynikające z interpretacji dokonanego skanowania ratuszowych podłóg… Powiedział, że…. Nie. To zostawmy już na poczet kolejnej relacji z Kargowej…

Dziękujemy ponownie wszystkim zaangażowanym osobom, w szczególności reprezentującym Urząd Miasta w Kargowej na czele z Burmistrzem, Panem Sebastianem Ciemnoczołowskim, a także Panu Julianowi Nowickiemu, naszemu świadkowi zdarzeń – tym razem za towarzyszenie i użyczenie niezbędnego sprzętu! Specjalne podziękowania należą się także firmie GEO-RADAR z Wrocławia (www.geo-radar.pl za przywiezienie, użyczenie georadaru i przeprowadzenie skanowania parteru ratusza! Niezmiennie dziękujemy Agnieszce i Radkowi z firmy Arch-Tech z Łodzi za wsparcie merytoryczne i nadzór archeologiczny nad badaniami. Marcie dziękujemy za miłe towarzystwo, ciekawe informacje o nietoperzach i bobrach, a także za oznaczanie kości zwierzęcych. Dziękujemy naszym wolontariuszom, którzy pomogli nam przy niełatwych pracach ziemnych, nosząc w wiadrach tony ziemi – Marcinowi Ruszczyńskiemu (Marcyś), Łukaszowi Michałowskiemu (Krespo) Wojtkowi Sobkowiakowi (Sopel). Jak zawsze na końcu, choć nie z mniejszą mocą, dziękujemy wszystkim Członkom Stowarzyszenia „Sakwa” zaangażowanym w projekt. Do zobaczenia w Kargowej!

Poniżej wiadomość o naszej akcji w radiu RMF FM
(włącz odtwarzanie – przycisk „play”)  

/Uri/
Fotografie: Sakwa i Arch-Tech.