Akcja: Sakwa na Mazurach

Wrzesień 2010.

We wczesnojesiennej scenerii członkowie „Sakwy” przeprowadzili akcję poszukiwawczą na Mazurach. Miejscem akcji były malownicze tereny rozciągające się na północ od Nidzicy. Nawiasem mówiąc była to nasza pierwsza akcja na terenie województwa warmińsko-mazurskiego, a co się z tym wiąże i pierwszy kontakt z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków w Olsztynie. Zatem po kolei…

Po dopełnieniu formalności związanych z ubieganiem się o pozwolenie na poszukiwanie zabytków nastał czas oczekiwania. Był to czas oczekiwania na decyzję WKZ i tu, choć od strony formalnej „Sakwa” złożyła komplet wymaganych dokumentów, zawsze istniał cień niepewności, czy decyzja będzie pozytywna. Wszak wiadomo, przy pierwszym kontakcie, kiedy obie strony niewiele o sobie wiedzą, muszą obdarować się swojego rodzaju „kredytem zaufania”.

W czwartek 12.08.2010 r. około godziny 20.00 zadzwonił do mnie Uri z oczekiwaną wiadomością. Przed chwilą był na poczcie i odebrał pismo z WKZ. Otrzymaliśmy pozwolenie na poszukiwanie zabytków na obszarze ponad 160 hektarów gruntów rolnych na Mazurach.

W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak pospiesznie „zmontować” na najbliższą sobotę ekipę poszukiwawczą. Odległość, jaka dzieli wielu naszych członków od miejsca poszukiwań, a także sprawy zawodowe i osobiste, sprawiły, że w sobotniej akcji mogły wziąć udział cztery osoby. Zbiórka została ustalona na 6.00 rano i rzeczywiście parę minut po szóstej udało się nam wyjechać z Warszawy. Po blisko trzech godzinach podróży byliśmy na miejscu.

c_140_140_16777215_00___images_stories_sakwa_akcje_2010_IX_Nidzica_6_grupowe.jpg

Naszym oczom ukazał się bezmiar pól, niestety pokrytych łanami pszenicy i żyta. Pogoda była w tym roku dość kapryśna, co sprawiło, że prace polowe uległy opóźnieniu. Z drugiej strony jednak, tak sobie pomyśleliśmy, że mając w zanadrzu 160 hektarów, z pewnością znajdzie się choć mały fragment gruntu wolnego od upraw. Objechaliśmy „nasze” pola i rzeczywiście udało się takowy znaleźć. Zabraliśmy się zatem do dzieła. Uruchomiłem swój wykrywacz, założyłem słuchawki na uszy i w słuchawkach na długo zaległ niezmącony niczym ton sygnału wiodącego. Czyste pola, jak ja to określam, nieskażone odłamkami i innymi metalowymi śmieciami. Co prawda koledzy widząc, że nic mnie nie zatrzymuje, wielokrotnie radzili mi zmienić nieco poziom dyskryminacji, jednakże ja obstawiam przy swoim. Choć może mają trochę racji… Kątem oka dostrzegam, jak się zatrzymują i coś wykopują. Nie, jednak postanowiłem, że nic nie zmienię w ustawieniach. Okazało się, że kolega znalazł dość często spotykane znalezisko, a więc „część czegoś bardzo ważnego”.

Takich znalezisk było jeszcze kilka, choć i trafił się swoisty rodzynek, a więc moneta o nominale 10 fenigów z okresu Republiki Weimarskiej.

c_140_140_16777215_00___images_stories_sakwa_akcje_2010_IX_Nidzica_2_10pf_weimar.jpg

Poza tym dużo zakrętek typu „Polmos” od butelek i w ogóle przedmiotów z branży spożywczo-warzywnej. Tytułem ilustracji, na jednym ze zdjęć kolega prezentuje odnalezioną pokrywkę od słoika – swego czasu zamykała ogórki konserwowe – z datą przydatności do spożycia sierpień 2010, a więc rzecz zupełnie na czasie.

c_140_140_16777215_00___images_stories_sakwa_akcje_2010_IX_Nidzica_1_ogorki.jpg

Trochę zniechęceni, a trochę powodowani nadzieją „lepszych” znalezisk postanowiliśmy zmienić miejsce naszych poszukiwań. Po parunastu minutach jazdy udało się nam odnaleźć kolejny, wolny od upraw, skrawek „naszego” pola. Tu sygnał „padał” bardzo często, a był to sygnał mocny i wyraźny. Jego powodem były ołowiane kule szrapnelowe, których na tym polu rozsypano pewnie tysiące.

c_140_140_16777215_00___images_stories_sakwa_akcje_2010_IX_Nidzica_3_mixceram_brennerkule.jpg

Z uwagi na to, że kolejne pola były jeszcze zajęte uprawami, postanowiliśmy wrócić tu za dwa tygodnie…

Jak postanowiliśmy, tak też… uczyniłem. Wróciłem na pola, które teraz prezentowały się całym swoim bezmiarem. Tym razem można było wybierać. Był to widok piękny, którym zachwyciłby się nie tylko każdy poszukiwacz (bezkres zaoranych pól), ale i przyrodnik. Na jednym z pól obozowało całe stado żurawi. Naprawdę to bardzo majestatyczne ptaki. Wracając jednak do zasadniczego wątku… Tym razem znalezisk było dużo. Nie były one zbyt zróżnicowane tematycznie, bo dominującymi znaleziskami były łuski karabinowe i łódki nabojowe. Sygnał dawały całkiem ładny, ale za którymś tam kolejnym razem, kiedy okazywało się, że pod cewką jest znowu łuska kaliber 7.92, traciłem nadzieję, czy „nasze” pola kryją coś jeszcze.

c_140_140_16777215_00___images_stories_sakwa_akcje_2010_IX_Nidzica_4_pole_luski.jpg

W istocie kryły coś jeszcze, a mianowicie sygnowane pokrętło od lampy naftowej – sygnatura KOSMOS BRENNER. Tu choć przez chwilę myślałem, że pola, choć może niezbyt bogate w monety, to jednak nie są ich pozbawione. Niepewność trwała chwilę, po oczyszczeniu znaleziska z ziemi, okazało się, że to nie moneta, ale owo pokrętło od lampy naftowej.

Pewien klasyk poszukiwań powiedział kiedyś, że nie ma pola bez monety. Potwierdzam tę zacną prawdę! Moim znaleziskiem była moneta o nominale 10 groszy z 1949 r. – stop miedzionikiel, ale nie PRL, a Rzeczpospolita Polska. Takich monet wybito w 1949 roku 200 000 000 sztuk. Jedną z nich, po 61 latach znalazłem na Mazurach.

/ceram/