Minęły cztery tygodnie od zakończenia pierwszej akcji, a my znów spotkaliśmy się by tropić ślady historii ukryte w tajemnym kościele św. Idziego w Ptkanowie. Sobotnim rankiem 23 sierpnia stanęliśmy u wrót dzwonnicy będącej kiedyś bramą wjezdną na teren kościoła. Mądrzejsi o wcześniejsze doświadczenia, po miesiącu oczekiwania z nowymi pomysłami i dokumentami które udało nam się zdobyć, rozpoczęliśmy dalsze odgruzowywanie salki znajdującej się pod dzwonnicą. Na początku było nas sześcioro. Dawid „Prospector”, Mariusz „Mario”, Michał „ Wiślanin”, Michał „Killer”, Wojciech „Rechot” oraz Paweł, nasz nowy sakwowicz, na razie bez nicka, jak król bez ziemi.

Po chwili dołączyli do nas dwaj mieszkańcy okolicznych miejscowości, których sprowadził do pomocy ksiądz Leszek. Tomasz Pater z Lipowej i Olek Mroczkowski z Kornacic. Wynoszenie ziemi ruszyło pełną parą. Mogliśmy ustawić się w linii i podawać wiadra tak, by nikt nie musiał z nimi chodzić po korytarzach, jak to miało miejsce podczas pierwszej akcji. Bardzo przyspieszyło to naszą pracę. Dodatkowo około południa wraz z panią archeolog Moniką Bajką z Muzeum Okręgowego w Sandomierzu, przyjechały kolejne dwie osoby, które również włączyły się do pracy, pani Anna Wojdan oraz Krzysztof Piotrowski z Klubu Przyjaciół Archeologii Ziemi Sandomierskiej. W pewnym momencie wiadra poruszały się z taką prędkością, że każdy z nas czuł, że tylko kwestią godzin jest całkowite oczyszczenie pomieszczenia. Prace były prowadzone także w klatce schodowej prowadzącej do piwnicy, która również została zasypana. Tym razem pracowaliśmy prawie w czystej glebie, bez ceramiki czy innych śladów obecności człowieka. Ostatnimi uczestnikami akcji, którzy dotarli do nas na pół dnia, byli Kasia i Przemek z Łęcznej. Przemek, prezes naszego stowarzyszenia, również ochoczo ruszył do pomocy. Wspomniałem na początku o nowych dokumentach i informacjach, które zdobyła dla nas nieoceniona pani Monika Bajka. Jest to inwentaryzacja kościoła z przełomu lat 60 i 70 tych. Informacje tam zawarte, jednoznacznie wskazują że w dzwonnicy było wejście do lochów które wychodziły w polach, jak też o dwóch zamurowanych drzwiach prowadzących do piwnic. Za pomocą wiertarki zrobiliśmy odwiert w miejscu gdzie podejrzewaliśmy zamurowane wejścię. Twarde kamienie nie były chętnę do szybkiego ukazywania sekretów, jednak metrowe wiertło Killera również nie zamierzało się poddawać. Po chwili przekomarzania się, ściana jednak ustąpiła udarowi i z wielką radością przywitaliśmy chwilę gdy wiertło wpadło na pół metra w pustkę.. Zaraz po tym, w ślad za wiertłem ruszyła kamera endoskopowa podłączona do laptopa. Naszym oczom ukazało się pomieszczenie w którym widzieliśmy naczynia, jakieś papiery z fragmentami modlitw, papiery pisane po polsku i rosyjsku jak też wiele przedmiotów leżących dookoła. Drugi odwiert z innego miejsca dzwonnicy potwierdził obecność pustki i ukazał nam coś co być może jest jakimś wąskim przejściem prowadzącym gdzieś dalej..
Ponieważ jednak zgoda konserwatora zabytków na poszukiwania nie dotyczyła rozkuwania zamurowanych drzwi w ścianach, sekretna salka lub korytarz musi poczekać na trzecią odsłonę sakwowych poszukiwań. Planujemy wrócić tam już za dwa tygodnie, zaraz po uzyskaniu zgody Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, na powtórne otworzenie zamurowanego w latach 60tych wejścia.
Zostawiliśmy więc tajemnicze drzwi i wróciliśmy do oczyszczania klatki i piwnicy z zalegającej ziemi. Gdy piwnica była już prawie odkopana, zabraliśmy się za korytarz. Tu niestety zamiast czystej ziemi spotkaliśmy wielkie kamienie co spowolniło naszą pracę. Dołożywszy do tego zmęczenie, dotrwaliśmy do momentu, w którym klatka schodowa została odkopana w 70 procentach.
Zakończywszy prace już po zmroku usiedliśmy strudzeni przy ognisku, gdzie do nocy trwała narada i analiza tego co spotkało nas w tym dniu. Może dlatego właśnie, gdy wstaliśmy rano, Mariusz „Mario” powiedział nam że śniło mu się ze w tej salce były jakieś monety i że musimy sprawdzić to wykrywaczem. I naprawdę nie ma tu słowa fałszu- jak się przyśniło naszemu koledze, tak też się stało.Rano zeszliśmy do piwnicy. Śmiejąc się i rozmawiając o tunelach i templariuszach, nie oczekując żadnego sygnału zamilkliśmy gdy wykrywacz pięknie zadzwonił.. W podłodze był sygnał którego się nie spodziewaliśmy i którego nie mogliśmy pominąć. Po chwili ku naszemu zdziwieniu przyglądaliśmy się solidowi Zygmunta III Wazy. Leżały w warstwie lessu przy dnie piwnicy. Po 10 minutach sprawdzania całej salki mieliśmy w rękach około 25 monet. Ostatecznie skończyło się na 28 sztukach, które co tu nie mówic bardzo nas zaskoczyły. Trzeba nadmienić że szelągi polskie, szwedzkie i pruskie, zachowały się w naprawdę bardzo dobrym stanie, co dodatkowo podnosi ich rangę.
Pomimo braku wejścia do lochów, drugą odsłonę akcji Ptkanów możemy śmiało uznać za udaną. Zlokalizowaliśmy zamurowane pomieszczenie, oczyściliśmy salkę piwniczną, na klatce schodowej zostało może z dwa wozy ziemi, a przede wszystkim znaleźliśmy, bądź co bądź, depozyt srebrnych monet.. Być może należały one do osoby która w dzwonnicy mieszkała i pracowała i do jej zadań należało palenie ognia na jej szczycie i stróżowanie. Może właśnie w piwnicy chował swoje zaskórniaki by nie padły ofiarą złodzieja podczas gdy ich właściciel pracował. To tylko domysł, jednak zbieżność dat na monetach jak też ich wygląd wskazują że pochodzą z jednego okresu i były złożone w jednym miejscu w jednym czasie. Może ktoś kto wynosił monety potknął się i te 30 sztuk mu wypadło. W ciemnościach tam panujących ciężko było je wszystkie odnaleźć. Więc te większe sztuki powybierał po omacku, a małe szelągi i dwa egzemplarze groszów Zygmunta zostały niezauważone na podłodze..

Na koniec artykułu nie może zabraknąć podziękowań.
Na pierwszym miejscu słowa uznania należą się księdzu proboszczowi, który cierpliwością i pogodą ducha zagrzewał nas do pracy. Udostępnił nocleg, wodę bieżącą, a nawet przynosił ciasta i przekąski widząc jak pracujemy bez chwili wytchnienia.
Kolejna akcja z nadzorem archeologicznym pani Moniki Bajki i kolejne chwile rozmów i dyskusji z profesjonalną panią archeolog. Jako Wiślanin sądzę, że gdyby nie jej obecność i dobre fluidy to zarówno informacje jakie posiadamy jak też poziom naszego zaangażowania na pewno nie były by tak wysokie. Dziękujemy również członkom Klubu Przyjaciół Archeologii Ziemi Sandomierskiej, Ani i Krzysztofowi, za wspólną pracę, rozmowy i co najważniejsze- złożenie obietnicy że to początek naszej współpracy. Liczymy na obecność podczas trzeciej odsłony poszukiwań w Ptkanowie, a więc już za dwa tygodnie.
Dziękujemy kolegom z parafii ptkanowskiej za spędzony z nami dzień i kawał dobrej roboty którą razem wykonaliśmy. Każdy dawał z siebie tyle ile mógł. I każdy był równoprawnym członkiem grupy poszukiwawczej.