Jak to w życiu bywa, nic nie dzieje się bez przyczyny. Informację o rozbitym samolocie w dorzeczu Bzury otrzymaliśmy kilka miesięcy temu podczas obchodów dni Wisły, które corocznie odbywają się w Wyszogrodzie. Zostaliśmy zaproszeni jako goście organizatorów imprezy, aby opowiedzieć o średniowiecznych odkryciach stowarzyszenia „Sakwa” oraz przekazać oficjalnie na ręce p. burmistrza Jana Boszko kolejne artefakty dla tutejszego muzeum, które odkryliśmy podczas badań prowadzonych na terenie dawnej ziemi wyszogrodzkiej. Po skończonej prelekcji, gdy schodziliśmy ze sceny podszedł do nas pewien człowiek zainteresowany naszymi dotychczasowymi odkryciami.

Opowiedział historię samolotu strąconego podczas II Wojny Światowej, którego szczątki miały po dzień dzisiejszy zalegać w korycie pobliskiego starorzecza. Z jego wstępnych ustaleń wynikało, że najprawdopodobniej z całej katastrofy ocalał jedynie silnik. Oczywiście jak to w naszym fachu bywa, takie informacje bardzo szybko przenikają „z mocą” do naszej świadomości, tym bardziej, że zasłyszana opowieść wydawała się mieć wysoki stopień prawdopodobieństwa.

W trybie pilnym odbyła się narada stowarzyszenia, na której podjęliśmy decyzję, że wpisujemy ten temat na oficjalną listę akcji „Sakwy”. Po wstępnym rekonesansie w terenie i przeprowadzeniu kwerendy archiwalnej uzyskaliśmy zgodę właścicieli terenu oraz wystąpiliśmy z wnioskiem do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków na przeprowadzenie badań poszukiwawczych.
Po dopełnieniu wszelkich formalności postanowiliśmy pojechać na miejsce wskazane przez Pana Bogdana. Stan wody w dorzeczu nie pozwolił nam jednak na przeprowadzenie badań z użyciem odpowiedniego sprzętu. Wizytę tym razem więc wykorzystaliśmy jedynie do szczegółowego rozpoznania terenu, na którym zamierzaliśmy przeprowadzić w przyszłości akcje wydobywczą.

Ponownie w obszar poszukiwań powróciliśmy po kilku miesiącach, kiedy panująca od dłuższego czasu w Polsce susza ułatwiła nam rozpoczęcie badań.
Tonąc w bagnie po kolana skanowaliśmy teren wykrywaczem ramowym w nadziei, że uda nam się natrafić na szczątki rozbitej maszyny. Po kilkunastu minutach namierzyliśmy miejsce, w którym odczyty „oszalały”. Sygnał dźwiękowy i skala wykrywacza ramowego podkręciły się na 100% wskazując jednoznacznie na zaleganie pod nami dużego, zbudowanego z metali kolorowych obiektu. Na miejsce pojechaliśmy z nadzieją odnalezienia silnika od samolotu, jednak po krótkim rozpoznaniu wszystkie znaki wskazywały na to, że mamy do czynienia ze znacznie większym obiektem. Wniosek nasuwał się jeden – oprócz silnika musi tu być coś jeszcze – czyżby cały samolot? W kolejnych dniach cała sprawa nabrała właściwego tempa. O naszym odkryciu oficjalnie poinformowaliśmy Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz Muzeum Wisły w Wyszogrodzie, które wyraziło chęć zdeponowania u siebie odkrytych artefaktów. Bardzo ucieszyła nas wiadomość, że nasze dalsze działania zostaną wsparte przez członków Ochotniczej Straży Pożarnej z Wyszogrodu.
Zgłaszały się także pojedyncze osoby proponujące swą pomoc w pierwszej odsłonie akcji.

Pierwszy etap prac wydobywczo-ratunkowych odbył się 23.08.2015. Teren akcji, w którym przyszło nam pracować okazał się jeszcze bardziej niedostępny, aniżeli początkowo przypuszczaliśmy. Bagno, woda, moczary i okropny upał znacząco utrudniały realizację zaplanowanych działań. Mimo tak ekstremalnych warunków nikt z nas jednak nie myślał o poddaniu się, wręcz przeciwnie, byliśmy mocno zmotywowani do wzmożonego wysiłku.

Prace rozpoczęły się na dobre.
Po delikatnym rozkopaniu szpadlami pod nadzorem archeologicznym oraz saperskim obszaru zalegania samolotu oraz wydobyciu części, które mogliśmy wyciągnąć własnymi rękami do akcji przystąpili strażacy, którzy wspierali nasze działania wypompowując nieustannie gromadzącą się w wykopie wodnistą maź. Jedną z przywiezionych pomp dostarczaliśmy z pobliskiego koryta rzeki czystą wodę, którą płukaliśmy wydobyte elementy wraku. Po kilku godzinach pracy zdaliśmy sobie sprawę, że mamy do czynienia jednak z kompletnie rozbitym samolotem. Maszyna musiała uderzyć z ogromnym impetem w ziemię, o czym świadczyły wydobywane przez nas szczątki, które były przeraźliwie zdeformowane. Kilku centymetrowe aluminium poskręcane zostało jak „naleśnik”, siła która zadziałała przy uderzeniu musiała być niewyobrażalna. Straciliśmy nadzieję na wydobycie większych, nieuszkodzonych elementów samolotu. Po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że właściwie nie ma co liczyć na cały samolot, ale raczej na jego fragmenty. W tej sytuacji na miejsce mogła zostać wezwana koparka, która bez większych przeszkód mogła pomóc w uratowaniu wszelkich pozostałych elementów poszycia i wyposażenia. Przez cały czas jej prace były koordynowane i w ten sposób udało się wyciągnąć setki luźnych fragmentów maszyny z miejsca katastrofy.

W pewnym momencie pojawił się znacząco uszkodzony element do złudzenia przypominający kokpit pilota. Po dalszych oględzinach zobaczyliśmy, że we jej wnętrzu znajdują się szczątki ludzkie – najprawdopodobniej pilota samolotu. Od tego momentu postanowiliśmy, że dalsze prace prowadzone będą ręcznie, chcieliśmy bowiem w godny sposób wydobyć szczątki załogi. Na tym etapie prac udało nam się odnaleźć części munduru, kurtki zimowej, but… i wiele innych elementów wyposażenia załogi. Poinformowaliśmy o tym fakcie policję oraz WKZ, który dalej pokierował sprawą i skontaktował nas z odpowiednimi instytucjami zajmującymi się tego typu znaleziskami. Po poinformowaniu wszystkich służb i otrzymaniu zielonego światła na dalsze działania zaczęliśmy kontynuować wydobycie. W niedługim czasie dokopaliśmy się do ogromnego przedmiotu, który okazał się być silnikiem. Zalegał zupełnie oddzielnie i nie był połączony w żaden sposób ze skrzydłem, więc postanowiliśmy podczepić do niego liny i delikatnie, za pomocą koparki wyciągnąć go z bagna. Silnik zachował się w dobrym stanie. Po wydobyciu i opłukaniu całości wodą pod ciśnieniem zauważyliśmy, że jeszcze znajdują się w nim płyny eksploatacyjne. To znalezisko zakończyło nasz pierwszy etap akcji. Zabezpieczyliśmy teren taśmami, załadowaliśmy wydobyte fragmenty samolotu na lawetę i przetransportowaliśmy całość na plac przy Muzeum Wisły w Wyszogrodzie.

Z pomocą dyr. Muzeum, pana Zdzisława Leszczyńskiego o wynikach naszych działań poinformowaliśmy Ambasadę Federacji Rosyjskiej w Polsce, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ministerstwo Obrony Narodowej, przy okazji prosząc o wsparcie przy konserwacji i zabezpieczeniu wydobytych szczątków.
W związku z tym, że po zakończonym etapie prac wciąż w miejscu katastrofy zalegało wiele części, zdecydowaliśmy się jak najszybciej przeprowadzić kolejną akcję wydobywczo-ratunkową. Pośpiech wskazany był głównie ze względu na mającą się pogorszyć pogodę, zwłaszcza prognozowane opady deszczu, które mogły znacznie utrudnić realizację działań w i tak już wystarczająco podmokłym terenie.
Postanowiliśmy po kilkudniowym odpoczynku po raz drugi przystąpić do działania. Odpoczynek był jednak pozorny, ponieważ przez cały tydzień, od rana do wieczora załatwialiśmy przeróżne sprawy organizacyjne. Na miejscu pojawiliśmy się znowu w sobotę. Tym razem przybyła zaprzyjaźniona z SAKWĄ ekipa rekonstrukcyjna, która przyjechała na miejsce samochodami z okresu II Wojny Światowej. W śród pojazdów znajdowała się ogromna wojskowa ciężarówka na którą ładowaliśmy wydobyte części samolotu, a następnie przewoziliśmy ponownie całość na plac przy Muzeum w Wyszogrodzie. Patrząc na samochód pochodzący z czasów katastrofy wiozący szczątki rozbitego samolotu można było zobaczyć oczami wyobraźni akcję ratunkową sprzed 70 lat.
Wsparcia udzielił również Wojciech Bartosiak – właściciel pomocy drogowej, który od rana do wieczora przewoził swoją lawetą części wraku na miejsce spoczynku (dziękujemy za okazałą pomoc).

Zaprawieni w boju zaczęliśmy więc drugą cześć akcji wydobywczej. Przy pomocy specjalistycznej koparki błotnej, którą obiecał sfinansować Urząd Miasta Wyszogród jak i Dyr. Muzeum Wisły w Wyszogrodzie wyciągaliśmy bagno z zawartością luźnych części wraku. Szlam wylewany był na stały ląd, gdzie pracowała bez przerwy pompa wypłukująca najdrobniejsze elementy. W ten sposób udało się pozyskać wiele bardzo istotnych elementów wyposażenia. W doskonałym stanie wydobyliśmy sporo elementów układu hydraulicznego, zegary pokładowe, wolant, pedały sterowania, trzy karabiny maszynowe, kilka ładownic pełnych nabojów. Wydobyliśmy również broń osobistą załogi – pistolety Tulski Tokariew, potocznie zwane tetetką.

Poniżej podajemy opis broni maszynowej odnalezionej podczas akcji;

-Karabin lotniczy SzKAS (ШКАС) na amunicję 7.62x54R

-Karabin lotniczy UBT na amunicję 12.7×108

-Karabin lotniczy UBS na amunicję 12.7×108

Wielką niespodzianką dla nas była odnaleziona kamera z filmem w środku, którą zabezpieczyliśmy i przekazaliśmy Narodowemu Instytutowi Filmowemu. Obecnie informacje dotyczące taśmy z zapisem zdjęciowym są bardzo obiecujące, wszyscy czekamy z zapartym tchem na wywołane fotografie robione podczas przelotu w 1945 r. W nasze ręce trafił również nieśmiertelnik jednego z pilotów, dzięki któremu od razu możliwe było zidentyfikowanie jednego z członków załogi. Z wraku wyciągnęliśmy także wieczko wykonane z igielitu z wydrapanym napisem –„Diaczenko N.S. nr 2112″. Jedynym większym elementem wydobytym z bagna był fragment skrzydła z częściowo zachowanym poszyciem.

Przez cały tydzień, gdy na dobre trwała identyfikacja poszczególnych elementów wydobytego wraku, docierały do nas kolejne ustalenia dotyczące szczegółów jego konstrukcji, typu, a także okoliczności samej katastrofy.

Udało nam się ustalić, że rozbity samolot to z pewnością Rosyjski Pe-2 zwany potocznie Peszką, w wersji po modernizacji z 1943 roku.
Wciąż czekamy na szczegółowe informacje z ambasady Rosyjskiej oraz formalne zakończenie drugiej akcji ratunkowo-wydobywczej. W najbliższym czasie planujemy trzecią odsłonę akcji poszukiwawczej. Tym razem z pomocą nadciąga wojsko – rąk do pracy więc nie zabraknie. W bagnisku, lub w jego obrębie znajdują się szczątki trzeciego żołnierza, których odnalezienie jest dla nas priorytetem. Po zakończeniu całej akcji chcemy przekazać szczątki załogi rodzinom w Rosji, wiemy, że bliscy poległych pilotów czekają na nie z niecierpliwością. My natomiast tym prostym gestem chcemy dać przykład braterstwa sąsiadów.

Michał Antczak – KILER
Dawid Stec – Prospektor