Kilka miesięcy temu, nasz kolega Michał (Wiślanin) jadąc trasą Kraków-Sandomierz, zupełnym przypadkiem poznał przeciekawą historię o armacie rzekomo zakopanej nieopodal Wiślicy. Informację przekazali mu mieszkańcy wsi Urzuty – panowie Bogdan Kociński oraz Jarosław Cabaj. Historia ciekawa sama w sobie, jak każda plotka, których niemało krąży w lokalnych środowiskach, nie mniej jednak z dodatkowym „zapalnikiem”, który pchnął nas do działań. Była nim informacja o tym, że okoliczni mieszkańcy dwa lata wcześniej odkopali częściowo owe działo, lecz z przyczyn „polityczno-technicznych” – braku zgody i możliwości – musieli ponownie je zakopać. Mając doświadczenie logistyczne z przeprowadzanych przez nasze stowarzyszenie akcji, postanowiliśmy zająć się tą sprawą. Tym bardziej, że dotarła do nas równocześnie informacja o pociętych wcześniej dwóch armatach bliźniaczkach z tej samej miejscowości, które sprzedane zostały na złom. Warto było zatem przyśpieszyć działania ratownicze.
Skontaktowaliśmy się z właścicielem pola, na którym spoczywał artefakt z II WŚ. Informacje, które uzyskaliśmy były imponujące, kaliber działa miał sięgać prawdopodobnie ok. 170mm, a długość lufy miała mieć ponad cztery metry, ponadto widoczny był zarys koła. Obraz armaty (lub haubicy) stworzony przez informacje właściciela gruntu zachwycał. Wyglądało na to, że armata, jeżeli nawet nie jest kompletna, to zapewne jest tylko lekko uszkodzona. Nauczeni jednak doświadczeniem nie wpadaliśmy w euforię, ponieważ często informacje, które do nas docierają są mocno wyolbrzymiane.Postanowiliśmy w związku z tą sprawą spotkać się z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków z Kielc – Panem Andrzejem Przychodnim.
Na spotkaniu z WKZ naświetliliśmy całą sprawę i po wstępnych ustaleniach przystąpiliśmy do przygotowywania całej akcji. Konserwator zajął się przygotowaniem niezbędnych dokumentów, my zaś wydobyciem i logistyką.
W czasie „przedakcyjnym” miał miejsce istny „huragan” związany z przepływem różnorakich informacji, a biorąc pod uwagę rosnące z każdym dniem zainteresowanie sprawą mediów, komunikacyjny huragan zmieniał się powoli w tornado. Dziesiątki maili, telefonów i spotkań pochłonęły nam ogromną część czasu, a zważywszy fakt, że działanie w „Sakwie” stanowi nasze hobby czyli każdy z członków stowarzyszenia jest aktywny zawodowo, akcja okazała się dla nas dużym wyzwaniem. 

W końcu dopięliśmy wszystko na ostatni guzik . Termin rozpoczęcia akcji ustalony został na czwartek 9. października, na godzinę 9.00. Na miejsce startowe wybraliśmy parking na rynku w Wiślicy, gdzie mieliśmy spotkać się między innymi z Konserwatorem, panem Andrzejem Przychodnim oraz z panem Wojciechem Sołtysiakiem z Muzeum w Wiślicy, który wziął na siebie zadanie nadzoru archeologicznego. O umówionej godzinie pojawiło się na rynku kilku członków Sakwy, Wojciech Sołtysiak, oraz archeolog Olaf Popkiewicz, który przyjechał, przy okazji naszej akcji, nagrywać program dla telewizji Polsat pod tytułem „Poszukiwacze historii”. Film w całości będzie można zobaczyć w telewizji za kilka tygodni. W czasie, kiedy czekaliśmy na pozostałych uczestników akcji, Pan Wojciech Sołtysiak zaproponował oprowadzenie nas po ciekawych miejscach w niedalekiej odległości od rynku. Z chęcią ruszyliśmy za naszym przewodnikiem słuchając bardzo ciekawych opowiadań. Zeszliśmy do podziemi Bazyliki Mniejszej w Wiślicy, obok Domu Długosza, aby w jej podziemiach zobaczyć unikatowy w skali światowej zabytek sztuki romańskiej, tzw. „Płytę Orantów”, jest to gipsowa posadzka pierwotnej świątyni, przedstawiająca sześć modlących się osób, datowana na wiek XII. Magia podziemi kolegiaty zrobiła na nas ogromne wrażenie.
Zwiedzanie przerwał telefon z informacją, że wszyscy są już obecni. Mogliśmy więc ruszyć na miejsce docelowe, które oddalone było od Wiślicy o ok. 6km. czyli do miejscowości Kolosy, gdzie spokojnie, od lat, czekała na nas armata. Po drodze spotkaliśmy się z Panem Dawidem Solarskim, właścicielem sprzętu niezbędnego do wydobycia i przewiezienia armaty na miejsce zimowego zdeponowania.
Po dotarciu na miejsce akcji wstępnie ustaliliśmy obszar, na którym znajdować miało się to militarne znalezisko.
Włączyliśmy wykrywacz ramowy i weszliśmy na pole skanując teren metr za metrem. Już po chwili dał się słyszeć charakterystyczny dźwięk ramy wskazujący na przedmiot metalowy, dość pokaźnych rozmiarów. Przystąpiliśmy do próby odsłonięcia. Kopiących było wielu, więc po niedługiej chwili usłyszeliśmy euforyczne „Coś jest, to chyba lufa!!!  Mamy ją!!!„. Pomagał nam kopać również pan Radosław Biczak, jeden z dwóch osób prowadzących odcinki programu „Poszukiwacze historii”. Jest on również saperem – ta myśl dodawała nam otuchy przy odsłanianiu działa. Wiedząc, że jest z nami specjalista od materiałów niebezpiecznych, czuliśmy się bezpiecznie.
Po niecałej godzinie odsłoniliśmy lufę na tyle, aby można było przeprowadzić wstępną weryfikację danych i porównać je do pierwszych informacji jakie mieliśmy od właściciela gruntu. Leżała przed nami majestatyczna  armata Schneidera 155 long wyprodukowana w 1917 r. Pierwsze doniesienia mówiące o tym, jakoby używana była w 1914 r. podczas ostrzału Wiślicy, przez wojska austriackie nie potwierdziły się. Najprawdopodobniej brała ona udział w II Wojnie Światowej i ostrzeliwała okolicę w 1944 r. Zmalał

kaliber ze 170 mm na 155 mm i niestety nie udało się nam odnaleźć ani kół, ani wózka, ale i tak cieszyliśmy się bardzo z niecodziennego okrycia.
Jeszcze 70 lat temu lufa, będąca częścią niegdyś znamienitego działa, była wściekłą wojowniczką na usługach wojsk Niemieckich. Dziś „potulna”, czekała na wydobycie… Po wstępnym oczyszczeniu, podnieśliśmy ją ciężkim sprzętem gąsienicowym i dokonaliśmy załadunku na samochód transportowy.

Kiedy ogromnego działa nie było już w ziemi, mogliśmy spokojnie, z pomocą koparki zweryfikować pozostałe miejsca, w których wykrywacz ramowy wzbudzał się i wskazywał na ewentualne kolejne części „Naszej Berty”. Liczyliśmy na odnalezienie kół oraz wózka, niestety jak się wkrótce okazało były to mniejsze części tj. nity kawałki blach itp.

Jeszcze kilka wywiadów dla telewizji i ruszyliśmy w drogę do miejscowości Busko Zdrój, gdzie to ogromne działo spędzi najbliższą zimę i zostanie poddane konserwacji. Po rozładunku armata została zamknięta za ogromnymi metalowymi drzwiami. Podziękowaliśmy wszystkim za perfekcyjną pomoc i mocno zmęczeni udaliśmy się na miejsce noclegu.

Dziękujemy wszystkim osobom, które wspierały nas podczas organizacji tego logistycznie dość dużego przedsięwzięcia, wszystkim ludziom którzy nam pomagali, organizowali, kibicowali, kopali… Było Was tak wielu, że nie sposób każdemu imiennie podziękować. W szczególności zaś chcemy podziękować kieleckiemu Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków, Panu Andrzejowi Przychodniemu, który uwierzył w nas, i pomógł w organizacji całego przedsięwzięcia, Panu Wojciechowi Sołtysiakowi dyr. muzeum w Wiślicy za wsparcie logistyczne, duchowe oraz finansowe, Wójtowi Wiślicy  Panu Stanisławowi Krzakowi za pomoc w sfinansowaniu kosztów wydobycia, właścicielowi działki – Panu Tadeuszowi Serazemu – za zgodę na wydobycie, a także Panu Dawidowi Solarskiemu za pomoc oraz perfekcyjną obsługę ciężkiego sprzętu budowlanego. Wszystkim członkom Sakwy za serce włożone w opracowanie i przygotowanie akcji oraz ciężką fizyczną pracę, nocne dyskusje na forum dotyczące działa, a także pomysły, sugestie i wiarę w pomyślne zakończenie kolejnej naszej akcji. Jeszcze raz wielkie dzięki dla wszystkich.

Poniżej kilka zdjęć wykonanych podczas akcji odkrywania działa w Kolosach.

/Mario, Prospektor/