Referat otwierający spotkanie Koła Naukowego Studentów Archeologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu z przedstawicielami Stowarzyszenia Pasjonatów Historii „SAKWA” (Spotkanie odbyło się 11. stycznia 2010 roku w Instytucie Prahistorii UAM).

Charakterystyka środowiska z punktu widzenia uczestnika.

Zacznę od krótkiego wyjaśnienia czym jest wykrywacz metali. Średniej klasy wykrywacz hobbystyczny – najbardziej popularny w naszym środowisku, nie jest diabelskim urządzeniem, które potrafi „prześwietlić” ziemie na kilka metrów. Przeciętny zasięg wykrywaczy to 20- 30 cm przy obiekcie wielkości monety. Większy zasięg uzyskuje się w trybie statycznym, jednak ze względu na to, że wykrywacz reaguje w tedy na każdy metal i jest mniej czuły na małe przedmioty, wykorzystują go przede wszystkim poszukiwacze militariów. Szacuje się, że w Polsce działa według różnych źródeł od 60 do 200 tysięcy poszukiwaczy. Śmiało można założyć, że w środowisku tym odbija się przekrój społeczny polskiego społeczeństwa. Poczynając od lekarzy, prawników, naukowców ( w tym archeologów), przedsiębiorców, poprzez przedstawicieli najróżniejszych zawodów, na studentach i uczniach kończąc.

Jak w każdym hobby powodów podejmowania takiej formy spędzania czasu jest wiele. Dla wielu jest to naturalne rozwinięcie zainteresowania własnym regionem czy też historią materialną. Sporą grupę osób pasjonuje samo poszukiwanie. Odkrywanie tego co ukryte. Wielu poszukiwaczy traktuje swoją pasję jako świetny sposób spędzania czasu na świeżym powietrzu.

Poszukiwacze mówią o sobie przekornie, że są największą zorganizowaną grupą przestępczą w kraju. Jest tak w istocie od 2003 roku, a dokładnie od wejścia w życie znowelizowanej ustawy o ochronie zabytków. Ustawa, poza wprowadzeniem zakazu poszukiwań zabytków bez zezwolenia WKZ, nie wprowadziła żadnych kompleksowych regulacji, aby tysiące pasjonatów mogło rozwijać swoje hobby z poszanowaniem dziedzictwa kulturowego.

Procedura wydawania zezwoleń nie została określona (rozporządzenie ministra dotyczy tylko poszukiwań w zabytkach wpisanych do rejestru, pozostawiając całą resztę w gestii Wojewódzkich Konserwatorów Zabytków). Skutkiem tego w każdym województwie inaczej wygląda sposób wydawania zezwoleń. Tak naprawdę wszystko zależy od woli i światopoglądu danego konserwatora. Są województwa jak np. warmińsko-mazurskie, śląskie, czy opolskie gdzie stosunek WUOZ do poszukiwaczy jest bardzo przyjazny. Procedury są jasne i adekwatne do charakteru poszukiwań. Są też województwa gdzie atmosfera jest skrajnie nieprzychylna, poszukiwacz nie ma najmniejszych szans na indywidualne otrzymanie zezwolenia bez nadzoru archeologicznego.

W związku z tym poszukiwacze sami stworzyli kodeks dobrych praktyk. Występuje on wielu wersjach jednak mianownik ma wspólny. Poniżej przykład Kodeksu Poszukiwacza ze strony poszukiwacze.com.pl:

  1. Pamiętaj, że jesteś poszukiwaczem, a nie barbarzyńcą a twoje postępowanie kształtuje opinię o wszystkich poszukiwaczach.
  2. Przestrzegaj prawa. Nie naruszaj stanowisk archeologicznych i obiektów podlegających ochronie. Uzyskaj wszelkie niezbędne zezwolenia władz lub właścicieli, jeśli są one potrzebne.
  3. Uszanuj zmarłych. Jeśli znajdziesz szczątki ludzkie, powiadom Policję; pamiętaj, że przedmioty znalezione przy zwłokach mogą pomóc w ich identyfikacji.
  4. Pamiętaj, że zabytki historyczne, świadectwa przeszłości, należą do nas wszystkich, współczesnych i przyszłych pokoleń. Jeśli natrafisz na stanowisko archeologiczne – zabezpiecz je i powiadom służby konserwatorskie.
  5. Jeżeli znalazłeś jakikolwiek przedmiot, co do którego masz przypuszczenia, że zawiera ładunek wybuchowy, to zabezpiecz w możliwy dla ciebie sposób i zawiadom odpowiednie służby.
  6. Bezmyślnie nie niszcz przyrody bo jesteś jej częścią – staraj się nie zostawiać śladów swojej bytności w terenie, jeżeli możesz zabierz znalezione śmieci ze sobą.
  7. Rozwijaj swoje zainteresowania i namawiaj do tego innych – dziel się zdobytą wiedzą , nie ubędzie Ci jej, a możesz wiele zyskać.
  8. Uszanuj ciekawość spotkanych osób. One także mogą ci pomóc.
  9. Utrzymuj dobre kontakty z innymi poszukiwaczami i namawiaj ich do przestrzegania Kodeksu.
  10. Pamiętaj, że reprezentujesz elitę wśród pasjonatów historii. Pokaż więc, że jesteś dumnym odkrywcą szanującym prawo.

Większość poszukiwaczy działa samodzielnie lub w małych, nieformalnych grupach. Co roku pojawia się jednak co raz więcej stowarzyszeń, takich jak np. Stowarzyszenie SAKWA, które w legalizowaniu swojego hobby widzą szansę na zmianę nastawienia urzędów i naukowców do środowiska poszukiwaczy.

Czego tak naprawdę szukamy i dlaczego nie są to skarby?

Poszukiwacze skarbów, mówiąc o sobie rzadko dodają to słowo. Z prostego powodu. O ile znalezienie „skarbu” jest zawsze możliwe, o tyle bardziej prawdopodobne jest natrafienie na zakrętki od wódki (zwane potocznie polmosami), opakowania po prezerwatywach, śrubki, druty i kilogramy najróżniejszego śmiecia. Dopiero dalej na liście znajdują się monety PRL i na samym końcu to, co powstało przed 1945 rokiem. Warto w tym momencie powiedzieć więcej o kategoriach zabytków jakimi interesują się poszukiwacze:

– zabytki militarne: elementy broni, amunicji, wyposażenia wojskowego. Metalowe części stroju (jak np. guziki, klamry). Największa grupa interesuje się II wojną światową;

– numizmaty (monety): Przekrój czasowy znalezisk obejmuje kilka tysięcy lat. Od monet celtyckich po okupacyjne „fenigi”. Grupa tzw. „moneciarzy” jest znacząca. Przeważnie monety są głównymi znaleziskami dla osób nastawiających się na poszukiwanie drobnych przedmiotów z metali kolorowych;

– guziki. Bardzo wdzięczny i lubiany przez poszukiwaczy przedmiot znalezisk. Zabytki słabo znane wśród naukowców. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w świecie polskiej „guzikologii” najwybitniejsi znawcy znajdują się właśnie wśród poszukiwaczy.

Są to 3 główne kategorie znalezisk, poza którymi trafia się także mnóstwo innych jak: nabijki, drobna biżuteria (dominują odpustowe pierścionki), klamry od pasów i co tylko mogło być gubione poprzez wieki.

Najwięcej osób poszukuje na polach ornych. Jest to wdzięczny teren. Obornik przed wywiezieniem na pole pełnił rolę wysypiska. Trafiało do niego, jak pokazują znaleziska, mnóstwo drobnych przedmiotów. Najbardziej „cenne” są pola gdzie wywożono zawartość latryn miejskich. Z racji nawożenia pól, zabytki na nich znajdowane, są często w bardzo złym stanie. Lasy są trudniejszym terenem ze względu na bogatą szatę roślinną. Trudniej w nich także natrafić na artefakty. Bardzo ciekawymi miejscami są stare drogi. Jeżeli nie zostały zmodernizowane i przebieg zachował się w terenie, potrafią być bardzo interesującym miejscem. Na drogach, jak łatwo się domyśleć, przeważają drobne monety, medaliki i guzki gubione w różnych okresach. W powyższej klasyfikacji pominąłem poszukiwaczy plażowych. Hobby bardzo popularne szczególnie w USA. W Polsce podejmowane raczej sezonowo, najczęściej jako uzupełnienie urlopu nad morzem. Jako, że przedmiotem tych poszukiwań nie są zabytki, nie będę rozwijał tego tematu.

Co z zabytkami archeologicznymi?

Wbrew pozorom tzw. zabytki archeologiczne trudno znaleźć. Po pierwsze – przez to, że z racji wieku ich głębokość zalegania jest większa. Dla przykładu podam tu poszukiwania z miasta York w Wielkiej Brytanii. W ramach projektu lokalnego: poszukiwacze, archeolodzy i mieszkańcy prowadzili poszukiwania na terenie starej osady. Mimo, że osadnictwo na tym stanowisku sięgało co najmniej wczesnośredniowiecznych czasów anglosaskich, to wykrywaczami metali zlokalizowane wyłącznie artefakty od XVIII w i młodsze. Było ich blisko tysiąc ale dosłownie ani jednego zabytku z czasów wcześniejszych. Powód jest prosty. Średni zasięg detekcji wynosił 20 cm i zwyczajnie nie sięgał starszych warstw. Po drugie – nikt z odpowiedzialnych poszukiwaczy nie szuka ich celowo. Znalezienie zabytku archeologicznego jeszcze w kontekście wskazującym na stanowisko archeologiczne, to tak naprawdę kłopot. Każdy wie, że naruszenie takiego miejsca może wiązać się z dużymi problemami. Zgłosić – strach, bo znane są przypadki (np. WKZ Koszalin), że po zgłoszeniu znaleziska poszukiwacz został oskarżony o nielegalne poszukiwania. Posiadanie takich rzeczy w domu też nie jest niczym przyjemnym. Pozostaje zgłosić to anonimowo lub skorzystać z pomocy innych osób. W środowisku poszukiwaczy funkcjonują takie właśnie osoby, które albo są archeologami albo mają bliski z nimi kontakt i pomagają anonimowo przekazać taki zabytek lub informacje naukowcom.

Jest to dobra okazja aby przejść do kolejnego tematu, a mianowicie do… zagrożeń i korzyści dla archeologii wynikających z aktywności poszukiwaczy.

Pierwszym oczywistym zagrożeniem jakie się narzuca jest niszczenie stanowisk archeologicznych poprzez rozkopywanie, wydobywanie artefaktów, niwelowanie kontekstu i struktury i tak dalej. Tak, to się zdarza. Jak w każdym środowisku, istnieje margines dla patologicznych zachowań. Tak samo jest w środowisku poszukiwaczy. Mocno jednak pragnę podkreślić marginalność tego zjawiska. Jak już wspomniałem przy okazji Kodeksu Poszukiwacza zachowania takie są generalnie potępianie w środowisku i nie spotykają się z aplauzem. Aby to sprawdzić wystarczy poprosić na dużym forum poszukiwawczym o identyfikację znalezisk jednoznacznie wskazujących na ich mocno „archeologiczny” charakter. Zachowania takie nierzadko wynikają ze zwykłej ignorancji. Początkujący poszukiwacze często nie zdają sobie sprawy ze szkód jakie czynią naruszając stanowiska. Zdarza się, że całkiem przypadkowo natrafia się na miejsce, które wskazuje na jego archeologiczny charakter. Trudno takie miejsce zniszczyć niecelowo. Poszukiwacz wydobywając kilka przedmiotów wskazujących np. na cmentarzysko szybko się zorientuje na co natrafił. Pytanie i problem to decyzja: co z tym zrobi dalej. Czy zostawi miejsce „w spokoju” i będzie próbował, chociaż anonimowo zgłosić, czy też będzie kopał dalej. Niewątpliwie jest i będzie to problem i zagrożenie ale w mojej opinii, wbrew potocznym stereotypom, celowe rozkopywanie stanowisk archeologicznych jest zjawiskiem marginalnym. Całkiem inna sprawa, to działalność przestępców, którzy dobrze wiedzą gdzie i czego szukać. Tylko, że z poszukiwaczami nie mają oni, poza narzędziami, nic więcej wspólnego. O tym środowisku z punktu widzenia uczestnika nie potrafię się wypowiedzieć.

O wiele poważniejszym zagrożeniem jest brak informacji. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że co weekend odbywa się w Polsce małe Archeologiczne Zdjęcie Polski (AZP). Analogie odnoszę tu nie do przedmiotu poszukiwań, a do skali i różnorodności prospekcji terenowej. Kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy poszukiwaczy w całej Polsce rusza w teren. „Przeczesują” pola, łąki, drogi i lasy (akurat te ostatnie tereny w AZP są bardzo słabo rozpoznane). Siłą rzeczy część osób natrafia, chociażby na powierzchni, na ślady i miejsca nieznane, a istotne dla archeologii. Tylko, że w przeważającej ilości przypadków archeologia się o tym nie dowie. Dlaczego? Wspominałem o tym wcześniej. Poszukiwacz może zostawi sobie jakąś wydobytą zausznicę czy rzymska monetę i przy braku innych sygnałów, po prostu pójdzie dalej. Co zostanie pod ziemią? Można się tylko domyślać.

W przywołanej wcześniej Wielkiej Brytanii od momentu wprowadzenia nowej ustawy dotyczącej skarbów, których zgłaszanie jest obowiązkowe, równolegle powstał projekt rejestracji wszystkich zabytków starszych niż 300 lat – Portable Antique Scheme. Zgłaszanie jest dobrowolne. Projekt koordynuje 34 archeologów, a baza danych dostępna jest w internecie (www.find.org.uk). Na chwilę obecną zarejestrowano ponad 244 tysiące artefaktów. W opinii brytyjskich archeologów, ze względu na to, że na chwilę obecną większość naukowców zaangażowana jest w badania ratownicze, projekt stał się podstawowym źródłem wiedzy o nowych stanowiskach archeologicznych. To brytyjskie rozwiązanie podaję mniej jako wzór do zaadoptowania w Polsce, a bardziej jako przykład korzyści płynących z informacji przekazywanych przez pasjonatów, a także „zwykłych” obywateli, którzy przy okazji różnych aktywności odnajdują zabytki archeologiczne.

Wiedza archeologów na temat, tego co znajdują poszukiwacze wydaje się być najbardziej istotną długofalową korzyścią. Jest ich jednak więcej. Archeologia korzysta w swojej metodologii z zalet wykrywaczy metali. W pewnych sytuacjach są one bardzo przydatnym czy wręcz niezbędnym narzędziem (jak inaczej na przykład szukać złotych staterów wielkości małego paznokcia na przestrzeni wielu hektarów?). Zresztą współpraca poszukiwaczy i archeologów wcale nie musi ograniczać się do detekcji. Zalet z pomocy pasjonatów chyba nie trzeba wyliczać. Jeżeli na badaniach dopuszcza się co bardziej rozgarniętych pracowników fizycznych do wydobywania zabytków, to korzyści z pomocy hobbystów są oczywiste.

Może Państwa zaskoczę ale poszukiwacze jako osoby najczęściej mocno związane z regionem, są także naturalnymi strażnikami ochrony dziedzictwa, także archeologicznego. Często przebywają w terenie, czują swego rodzaju odpowiedzialność i po prostu zależy im aby to co ważne dla historii miejsca nie zostało zniszczone. Mogą być „oczami” w terenie, szybko reagować na niepokojące zjawiska, np. niszczenie stanowisk. Taka swoista symbioza istnieje już w wielu lasach, gdzie poszukiwacze w porozumieniu z leśnikami zgłaszają napotkane sidła i inne niepokojące zjawiska związane z kłusownictwem czy nielegalnym pozyskiwaniem drewna.

Robert Rybicki
(Członek Stowarzyszenia Sakwa)