Jak bumerang, po kilku tygodniach przerwy, wróciliśmy do Kargowej. Tym razem by zakończyć eksplorację otwartych przestrzeni, jakie udało nam się odkryć pod podłogami biura podczas poprzednich wizyt w ratuszu. Praca w Kargowej daje nam olbrzymi komfort skupienia nad tym, co najważniejsze. Po raz kolejny postanowiliśmy przeprowadzić badania w weekend, poza godzinami urzędowymi. Z kluczami do ratusza w kieszeni mogliśmy bez pośpiechu sprawdzić każdą szuflę ziemi, która wydobywaliśmy spod belek podtrzymujących starą, drewnianą podłogę. Najpierw wzrokowo, rękami, a na zewnątrz budynku także przy pomocy detektorów, przesialiśmy całość ziemi wykopanej z ostatniego zaplanowanego na ten rok pomieszczenia. W kilkuosobowej grupie pracowało się doskonale. Podzieliliśmy zadania na „stanowiska w okopie”, transport i „kontrolę” co pozwoliło jednocześnie na precyzję i dobre tempo prac. Kolejne wiaderka gruzu i ziemi wrzuconej kiedyś w celu zasypania zawalonej piwnicy były zapełniane przez osoby siedzące „w dole”, a następnie wynoszone poza ratusz. Tam koledzy wsypywali ziemię do specjalnie do tego celu przygotowanej plastikowej wanny, w której sprawdzali jej zawartość przy pomocy wykrywaczy (najtrudniej było znaleźć miejsce do postawienia wanny, w którym nie będzie zakłóceń – na zdjęciu Wojtek szukający miejsca na klombie!). Przerzuciliśmy w ten sposób kilka metrów sześciennych ziemi, sprawdzając każdą jej bryłkę i wydobywając na powierzchnię ponad setkę starych cegieł. Część z nich nosiła ślady spalenizny, co pozwala sądzić, że pochodzą one albo z zawalonej podczas pożaru ratusza ściany, albo z innego spalonego domu, z którego ruin trafiły tu razem z ziemią służącą zasypaniu. Celem naszej pracy było oczyszczenie wnętrza piwnicy z całości warstw znajdujących się ponad skałą macierzystą, jaką pod ratuszem stanowi jasny less.

Odnosząc się do odkopanego poprzednim razem narożnika piwnicy, w którym taśma miernicza wskazywała około 190 cm głębokości od poziomu podłogi, mieliśmy do wykopania grubo ponad metrowy pokład zwałowiska ziemi i cegieł. Im głębiej, tym bardziej była to warstwa cegieł i ziemi niż odwrotnie i wbicie saperki w tę wymieszaną masę stawało się coraz trudniejsze. Całe cegły, które w przyszłości mogłyby stać się elementami rekonstrukcji ścian w celach ekspozycyjnych (gdyby takie miałyby być przeprowadzone), postanowiliśmy zostawić w pomieszczeniu, natomiast cała gliniasta ziemia i pozostałe okruchy kamieni i cegieł wynosiliśmy na zewnątrz, gdzie po przebadaniu trafiały na przyczepę, podstawioną przed drzwi ratusza jak zwykle przez UM Kargowa. Powoli schodziliśmy coraz głębiej wkopu, nie odnotowując tym razem bogactwa znalezisk. Pojedyncze skorupki gliniane były ewenementem. Natomiast ciekawostką było odnalezienie jednej monety (1 feniga) z lat 70. XIX w., która znajdywała się w tym gruzie. Czy oznacza to, że zasypano tę piwnice tak dawno? Czy też może jest to czas pożaru ratusza? A może tylko moneta ta została przywieziona skądinąd, wraz z ziemią? Tego się raczej nie dowiemy. Oprócz monety, z metalowych znalezisk, odnotowujemy tym razem jedną pruską plombę towarową, z której można odczytać jedynie litery „Söh…” co niewątpliwie jest fragmentem nazwy firmy „X i Synowie” (Söhne). 

W końcu docieramy do wąskiej ciemniejszej warstwy znajdującej się bezpośrednio nad lessem. Lekko czarne zabarwienie koresponduje z osmolonymi cegłami, wydaje się więc być to ziemia wysycona spalenizną po pożodze. W tej kilkucentymetrowej warstwie znajdujemy niewielkie nagromadzenie potłuczonej ceramiki i szkła, w tym 2 pozbawione szyjek masywne butelki, do złudzenia przypominające dzisiejsze szampanki. Jedną taką butelkę wydobyliśmy już z tego miejsca poprzednim razem. Wszystkie 3 stanęły teraz w rogu pokoju, jak straceńcy bez głów, zdając się przypominać nam, że szukamy skazańców, a nie tylko stłuczonych garnków. Cóż. Odkrywana piwnica na pewno nie jest tym miejscem, o którym myśleliśmy od początku. Brak w niej jakichkolwiek śladów – zarówno nie ma tu oków, o których wspominał nam p. Julian Nowicki – świadek naoczny, jak i fragmentów szkieletów. Znalezione tu, także osmolone, kości są pochodzenia zwierzęcego i zapewne można je powiązać z pobliską kuchnią, jaka na starych rysunkach była zaznaczona w sąsiedztwie miejsca, w którym tkwiliśmy. Wszystkie wydobyte ślady ludzkiej działalności wydobywamy praktycznie z tej wąskiej, ciemnej warstwy, a tuz pod nią lśni się już jasny less, na którym zarysowują się jedynie brunatne żyłki zacieków. Być może to wpływ doprowadzonej tu cementowej rury, którą kiedyś ktoś poprowadził z dziedzińca, a której wylot znajdował się teraz koło naszych głów. Swoją drogą to też ciekawe rozwiązanie: wyprowadzenie rury pod budynek (?). Biorąc pod uwagę cement, z którego jest zrobiona, dziwi to nas mniej, ponieważ świadczy to o jej czasie pochodzenia, w którym nie brak było radosnej twórczości budowlanej. Oczyszczamy precyzyjnie dno pomieszczenia i dokonujemy ponownie pomiarów oraz dokumentujemy stan zakończenia prac na zdjęciach. W sumie lessowa warstwa zaczyna się około 195cm pod podłogą, a warstwa ciemna, z której pochodzą części naczyń, leżąca bezpośrednio nad lessem miała od 5 do 10 cm miąższości. Wszystko co powyżej – stanowił gruz starych cegieł i wrzucona w to miejsce lepka, gliniasta ziemia. Na zdjęciach poniżej dokumentacja oczyszczonego pomieszczenia.

Gdy kończyliśmy prace, znad wykopu doszły do nas złe wiadomości. Nasz kolega Wojtek (Rechot) nagle zaniemógł i w ciężkich bolach brzucha zaczął zwijać się i pokładać na ziemi. Wyglądało to na tyle niedobrze, że konieczne okazało się zawołanie do ratusza karetki pogotowia. Po półgodzinie pomoc nadeszła z pobliskiego Sulechowa i naszego kolegę odtransportowano do tamtejszego szpitala, gdzie i my pojawiliśmy się niedługo później. Po 8 godzinach diagnoz i oczekiwania, przed drugą w nocy (w tym czasie towarzyszyliśmy również Wojtkowi w „wycieczce” do Zielonej Góry na USG i z powrotem), Rechot został w końcu przyjęty na oddział szpitalny, a my wróciliśmy pod Kargową na nocleg do leśniczówki. Rano byliśmy z powrotem w Sulechowie. Odwiedziliśmy Wojtka podłączonego do kroplówki i oczekującego na ostateczny werdykt (i opróżnienie kolejnych butelek – foto). Wynik nadszedł jednak dopiero dużo później, o czym dowiedzieliśmy się telefonicznie. Podejrzewany przez nas gremialnie wyrostek okazał się złą diagnozą. Powodem ataku bólu był kamyk nerkowy. Dziś, po tygodniu, warto dodać, że Rechot czuje się już lepiej i jest już po zabiegu kruszenia kamienia. Tak więc po dojściu do całkowitego zdrowia zajmie się znów innymi kamieniami, tak jak wcześniej! A propos kamieni, towarzyszące nam w sobotę nieustannie cegły, nie chciały nam dać spokoju nawet przed Sulechowskim szpitalem, gdzie jedna z nich czekała razem z nami przed budynkiem, koło karetek (na jednej z fotografii poniżej)…

Po powrocie do Poznania wyczyściłem nasze znaleziska. Kilka „skorupek” pasuje do siebie. To fragmenty glinianego dzbanka o ciemnej politurze wewnętrznej. Pozostałe to w większości pojedyncze skorupy, nie związane ze sobą, kawałki szkła (jeden kawałek grubego karczmianego kieliszka), a także kilka kości zwierzęcych z wyraźnym śladem spalenizny. Znaleziska przedstawiono na poniższych fotografiach. 

mt_gallery

Mimo nagłego, nieoczekiwanego odwrotu z ratusza, udało nam się zakończyć zaplanowane prace i uporządkować pomieszczenie, w którym działaliśmy w tym roku. Co dalej? Mamy wielką nadzieję, że UM Kargowa będzie zainteresowany dalszą eksploracją podziemi. W dużej mierze będzie to zależało od nowych władz, ponieważ właśnie zakończone wybory przyniosły również zmianę i w Kargowej. W miejsce Burmistrza, pana Sebastiana Ciemnoczołowskiego na urząd wstępuje p. Jerzy Fabiś. Z naszej strony istnieje chęć i wola do prowadzenia dalszych badań. Będziemy na pewno namawiać samorząd Kargowej do dalszej współpracy, w tym między innymi do podjęcia wysiłków dotyczących wyeksponowania artefaktów pozyskanych w ramach tegorocznych badań. Być może udałoby się włączyć wyeksplorowane pomieszczenia do projektu rewitalizacji rynku, który jest w toku, przez co mieszkańcy miasta oraz jego goście zyskaliby ciekawe miejsce pamięci, gdzie mogłyby być gromadzone pamiątki z przeszłości Kargowej. Oczyma wyobraźni widzimy już zagospodarowane piwnice z oświetlonymi gablotami prezentującymi efekty poszukiwań. Zdajemy sobie jednak sprawę, że inwestycja taka to przedsięwzięcie trudne technicznie, wymagające zgody Konserwatora oraz, nie ma co ukrywać – kosztowne. 

mt_gallery

Tak więc na razie zajmujemy się tym, co jest do zrobienia teraz. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia odbędzie się w Poznaniu warsztat składania i klejenia pozyskanych w trakcie poszukiwań naczyń. Następnie, wraz z raportem Sakwy, wszystkie artefakty trafią do archeologów mających nadzór nad naszymi działaniami, czyli do Radka Hermana i jego zespołu z firmy Arch-Tech z Łodzi. Tam zostanie dopięty całościowy raport z badań, który trafi następnie do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków za pośrednictwem UM Kargowa, oczywiście razem ze „skrzynią Sakwy”, w której zapakowane będą znaleziska (skrzynię autorstwa Przemka P117 prezentowaliśmy przy okazji ogniska w Muzeum na Lednicy w jednym z poprzednich artykułów). W ten sposób zamknięty zostanie tegoroczny etap Akcji „Kargowa”… O dalszych planach, w tym o rozmowach z UM na temat możliwości dalszych badań w roku 2015 na pewno Was poinformujemy. A możliwych płaszczyzn współpracy jest wiele: sprawdzenie odkrytego w piwnicach zamurowania dawnego wyjścia na dziedziniec, które mogło prowadzić także do innych, nieznanych piwnic czy odkrycie przestrzeni pod kolejnymi podłogami – to tylko dwie z kilku opcji. 

Za tegoroczną współpracę dziękujemy wszystkim zaangażowanym reprezentantom Urzędu Miasta Kargowa – Burmistrzowi, Sebastianowi Ciemnoczołowskiemu i jego Zastępcy Krzysztofowi Wozińskiemu oraz Sekretarz Gminy, Pani Teresie Gorzelanej, a także innym pracownikom wspierającym nas w pracy, przygotowującym kawę, herbatę, organizującym przyczepy do wywozu ziemi, udostępniającym klucze do ratusza i piwnic, sprzątających po naszych piwnicznych rewolucjach – często w dni wolne od pracy. Dziękujemy Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków w Zielonej Górze wraz z pracownikami WUOZ za okazane długofalowe zaufanie i pozwolenie na prowadzenie badań! Panu Julianowi Nowickiemu dziękujemy za towarzyszenie nam przy szeregu prac i użyczanie narzędzi oraz za niezłomną wiarę w odnalezienie tego, czego szukamy. Panie Julianie, jak nie teraz, to może w przyszłym roku! Jesteśmy wciąż dobrej myśli! Ponadto, trzeba to podkreślić, dzięki Pana relacji już teraz możemy być zadowoleni z ciekawych odkryć, a odnaleziona pierwsza piwnica z okowami dla więźniów potwierdziła teorię, że pod ratuszem znajdowały się więzienne cele. Poszukiwaczom, wolontariuszom Sakwy dziękuję za kilkukrotne stawienie się w Kargowej i włożenie w przebieg poszukiwań wielu godzin wytężonej pracy! Bez Waszego zaangażowania nie osiągnęlibyśmy tylu ciekawych efektów – w Kargowej i nie tylko! Wielkie dzięki i – mam nadzieję – do zobaczenia w Kargowej w 2015 r.

/Uri/

Rechot! Szybkiego powrotu do zdrowia!