Jak już informowaliśmy niedawno, Sakwa prowadziła poszukiwania depozytu broni, mundury i dokumentów, zakopanego w 1939 roku, przez Powstańca Wielkopolskiego i uczestnika walk z 1920 r., Stanisława Gralaka. Na ognisku w Lednogórze, które było okazją do podsumowania działań, podjęliśmy rozmowy o możliwie szybkiej drugiej próbie poszukiwań. Chcieliśmy wykorzystać dostępność pola oraz aktualność tematu, który dla Gniezna, Łubowa i okolic jest bardzo ważny i został w ostatnim czasie szeroko opisany w mediach (Przemiany na Szlaku Piastowskim, Radio Gniezno oraz portal piastowskakorona.pl). Cztery dni po ognisku zorganizowanym na terenie Muzeum w Lednogórze przez Piastowskie Towarzystwo Historyczno-Turystyczne z Gniezna (o tym również w poprzednim artykule), na polu, które już poprzednio zostało „potraktowane” różnorodnym sprzętem, zjawiło się ponownie kilkanaście osób. Tym razem do dyspozycji mieliśmy jedynie (i aż) ramowy wykrywacz (tzw. „ramę”) i detektory ręczne o różnych parametrach technicznych. Koledzy z PTH-T zwołali na miejsce badań kilka osób poszukujących z rejonu Gniezna i Wrześni, których pomoc wydajnie przełożyła się na obszar, jaki udało się ponownie zeskanować. Poniżej fotografie terenu poszukiwań – pola orne, obecnie nieuprawione.

Jak poprzednio, wytyczyliśmy obszar, jaki zaplanowany został do pierwszego skanu i zaczęły się żmudne prace. Poszukiwacze albo sami wykopywali odnalezione żelazne fragmenty maszyn i urządzeń, albo weryfikowali sygnały spod ramy, które niestety także okazywały się znaleziskami w postaci skorodowanego żelaza.  Zeskanowaliśmy spory fragment centralny, który poprzednio był badany wyrywkowo. Całe żelastwo zebraliśmy do płóciennej siatki i zabraliśmy z pola, by nie przeszkadzało w ewentualnej kontynuacji badania i powtórnym Skanie.

Odmianą, bardzo zresztą miłą, względem poprzedniej akcji, była wizyta dzieci ze szkoły zlokalizowanej w sąsiedniej miejscowości – Łagiewnikach Kościelnych. Inspiratorem „lekcji na świeżym powietrzu” byli nauczyciele, wraz z Panem Andrzejem Szprywą, dyrektorem Szkoły Podstawowej. Poświęciliśmy dzieciom część naszego czasu, by opowiedzieć im co robimy i jaka historia łączy się z depozytem. W sumie odwiedziło nas kilka grup w różnym wieku. Niektóre dzieci deklarowały, że może będą w przyszłości archeologami.

Podczas „lekcji” przyjechała na miejsce akcji ponownie córka p. Gralaka, pani Bożena Smokowska. Ponownie przeanalizowaliśmy teren. Przez kilka ostatnich dni wszyscy dyskutowaliśmy o okolicznościach wpływających na zmiany wyglądu terenu. Głównie chodziło o inny przebieg dróg względem tych sprzed wojny. Pani Bożena, uwzględniając wszelkie wątki, świadectwa wnuków i innych osób, wskazała nam tym razem szerszy obszar do badania. Część tego obszaru udało się sprawdzić za pomocą ramy.

Pani Bożena i nasz kolega Michał Antczak (Kiler) udzielili przy okazji krótkiego wywiadu dla Radia Merkury, którego dziennikarz odwiedził nas w pobliżu depozytu. Oczywiście niestety depozytu… balotów! Ta wielka piramida zajmuje pokaźną część pola, na dodatek w miejscu, w którym kiedyś przecinały się dwie drogi. Kto wie, może tak działa tu złośliwość losu i depozyt p. Gralaka leży bezpiecznie schowany właśnie pod balotami. Tego się na razie nie dowiemy, a baloty zapewne poleżą na polu kilka miesięcy. Może w przyszłym roku?

Tuż przed obiadem Artur, nasz zaprzyjaźniony poszukiwacz z Gniezna, wykopał przedmiot, który zasygnalizowała mu nasza rama. Zdradzę od razu, że był to jedyny przedmiot, który warto było zachować po dzisiejszej eksploracji. Było to mosiężne kółko wkręcane w chomąto,  które mocowane było za pomocą gwintu przymocowanego z jednej jego strony (na fotografiach). Dyrekcja Szkoły w Łagiewnikach Kościelnych zaprosiła nas w przerwie prac na obiad do szkolnej stołówki. Nie ukrywamy, że to wsparcie zawsze jest bardzo potrzebne. Panie gotujące w szkole przygotowały nam pyszną pomidorówkę i schabowe z ziemniakami, a więc to, co siła robocza lubi najbardziej. Pokrzepieni podziękowaliśmy za strawę i posprzątaliśmy o sobie, zgodnie z wytycznymi zawieszonymi przez dzieci na ścianie. Szkoła zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie. Widać, że posiada dobrego gospodarza. Na zdjęciach także bus kolegi z Wrześni, który dostarczał nam wiele radości podczas prac, ponieważ z jego głośników koledzy puszczali muzykę.

Po obiedzie skierowaliśmy się na badania na dwa kolejne obszary, nieco odległe od siebie, wskazane jako nowe przez p. Bożenę. Niestety, ani za stogiem, wzdłuż lasu, ani na pasie ziemi wzdłuż rowu melioracyjnego nic ciekawego nie odnaleźliśmy. Powoli zdaliśmy sobie sprawę, że depozyt najprawdopodobniej dawno został już wykopany, a przedmioty, które w nim były – oby nie zniszczone – znajdują się gdzieś w prywatnych zbiorach…

Po kilku godzinach ponownego skanowania, maszerowania polami wzdłuż i wszerz, pasek za paskiem, przyszło późne popołudnie i pora odwrotu. Ostatnie pół godziny spędziliśmy na przeglądzie wykopanego złomu i rozmowach o poszukiwaniach. Zadowoleni z dopisującej pogody podsumowaliśmy badania. Nietęgie miny świadczyły o tym, że każdemu z nas zależało bardzo na wręczeniu pamiątek po Ojcu Pani Bożenie. Niestety, nie tym razem. Może trafimy jeszcze na jakieś wskazówki, tropy, podpowiedzi. Wtedy spróbujemy raz jeszcze zmierzyć się z „uciekającym depozytem”. Może kluczem będzie stóg balotów? A może jakieś inne relacje i fakty, które dotrą do nas, bądź do członków PTH-T. Mamy nadzieję, że jeśli czyta to osoba, mająca jakiekolwiek informacje mogące naprowadzić nas na właściwy trop, skontaktuje się z nami i przekaże informację, która może będzie kluczowa dla powodzenia działań. Na razie pakujemy wykrywacze, ramę i saperki i pora opuszczać nasz tymczasowy parking zlokalizowany w osobliwym miejscu.

/Uri/