W niedzielne popołudnie postanowiłem pojeździć po ziemi kieleckiej i zweryfikować w terenie różne informacje, które zdobyłem w przeciągu tygodnia. Kilka miejsc szczególne przykuło moją uwagę i wiązałem z nimi nadzieję, traktując je jako potencjalne tereny na przyszłe akcje Stowarzyszenia SAKWA. Postanowiłem więc, odwiedzić ludzi, którzy są właścicielami rozległych terenów uprawnych, gdzie w przeszłości tętniło życie dworskie. Zjechałem z asfaltu w szutrową drogę, która od razu przywitała mnie porosłymi po bokach starymi lipami, dojechałem – ku mojemu zaskoczeniu – do dworu, w którym wciąż mieszkają ludzie.

Na miejscu uciąłem sobie miłą pogawędkę ze starszą panią. Okazała się ona, jak to często bywa w przypadku osób starszych, cennym archiwum wiedzy. Po chwili dołączył do nas właściciel dworku i po krótkim przedstawieniu się i sympatycznej wymianie słów zaproponował, że pokaże mi coś ciekawego. Poszedłem więc za właścicielem na mały rekonesans.

Szliśmy starym wąwozem doprowadzającym nas do zbocza gęsto porośniętego roślinnością i posiekanego transzejami z czasów działań wojennych. Po pokonaniu tych niedogodności wyszliśmy na równinę. Towarzysz wyprawy pokazał mi dosyć duży pagórek, na którym podczas orki wyorał dzbany z prochami. Po takiej informacji fantazja moja została pobudzona, postanowiłem więc pochodzić po okolicy i poszukać jakichś widomych śladów historii. Na równinie pola były w większości zaorane, więc ceramika lub inne pozostałości powinny zdradzić ciekawe miejsca, zwłaszcza że w okolicy płynie rzeka sprzyjająca od lat osadnictwu. Podziękowałem nowo poznanemu panu i ruszyłem polami przed siebie.

Prowadzony chyba przez anioła wszedłem na pole oddalone o ok. 200 metrów od miejsca, gdzie wyorywane były dzbany, spotkałem tam starszą panią, która okazała się właścicielką pola. Po krótkiej rozmowie pozwoliła mi pochodzić również i tutaj. Chwilę później, wpatrując się w bryłki ziemi, zobaczyłem kształtny metalowy przedmiot. W pierwszej chwili nie bardzo wiedziałem z czym się spotkałem, ale czułem w tym przedmiocie uwiezione wieki. Postanowiłem przeszukać to miejsce dokładniej i ku mojemu zdziwieniu wkrótce znalazłem jeszcze dwa takie przedmioty, które później okazały się siekierkami z brązu z kultury Łużyckiej, typu czeskiego. Siekierki tego typu są rzadkością w Polsce, a zwłaszcza w naszym regionie, więc tym bardziej ucieszyłem się z tego znaleziska.

s1220001_mae

Fot. Odnalezione w okolicach Sandomierza trzy siekierki z późnej epoki brązu.

s1220002_mae
Fot. Uszkodzenie jednej z siekierek może być wywołane pracami polowymi
(np. uderzenie przedmiotu zalegającego w gruncie lemieszem),
albo być dowodem na to, że znalezisko dotyczy zebranego kiedyś złomu narzędzi brązowych.

s1220003_mae

Fot. Fotografie szczegółowe jednej ze znalezionych siekierek.

Po powrocie do domu napisałem o tym zdarzeniu na Forum Sakwy i wspólnie z kolegami ze stowarzyszenia postanowiliśmy, że znalezione siekierki zasilą Muzeum Sandomierskie. Po telefonicznym umówieniu się z Panią archeolog udałem się do muzeum, gdzie zostałem bardzo życzliwie przyjęty, zresztą muszę tu nadmienić, że Stowarzyszenie Poszukiwaczy Śladów Historii „SAKWA”, znane jest Muzeum w Sandomierzu z artefaktów przekazanych tejże placówce w poprzednich latach. Pani archeolog ucieszyła się z przekazanego zespołu siekierek, potwierdzając rzadkość znaleziska, które można rozpatrywać w kategorii skarbu. Równie wielkie zadowolenie przyniosła mapa, którą przekazałem wraz z zaznaczeniem dokładnego miejsca znalezienia, co pozwoli w przyszłości przeprowadzić dalsze badania archeologiczne w tym miejscu.

s1230001_mae

Fot. Podczas przekazywania znalezisk w Muzeum w Sandomierzu.

/Prospektor/